długi wekend

załatwiłem mejlowo dziś do końca jedną sprawę nie cierpiącą zwłoki. Bardzo gładko i ugodowo poszło, dziękujemy Pani bardzo za wyrozumiałość. Trochę się zagalopowałem z datami i zaproponowałem Boże Ciało, ale potem dosłałem erratę, i wszytko ok. Wysłałem też mejl księżniczkom, mam nadzieję, że też coś od nich dostanę. Zapomniałem tylko o najważniejszym a mianowicie o MA, ale nadrobię wkrótce, bo chcę i muszę. Zaraz mecz w TV, choć często nie oglądam, ale takiego spotkania nie odpuszczę.

Wczoraj jeszcze:

Zatoichi jak zwykle szybkie cięcia co chwilę, bardzo dobra czołówka filmu robiona trochę tak, jak niektóre w chińskich filmach kung-fu, ogólnie pozytywnie. Stray Cat Rock to tylko jeden z pięciu z serii, do pozostałych jeszcze nie dotarłem. Fabuła filmu bazuje, podobnie jak na przykład Wściekłe pięści, na konflikcie etniczno – rasowym. Nie mamy tu jednak dwóch szkół walk, tylko dwie ekipy uliczne. Jedna to gang orłów jeżdżących ciemnozielonymi Jeepami, a druga to ekipa której członkiem jest Meiko Kaji. Pooglądałbym coś z Fuji Junko bo zasób filmów z Meiko Kaji powoli mi sie już kończy.

Idę bo mecz już.

Advertisements

Ulubiony sport…

Na obiad ryby razem z Rockiem Hudsonem, Paulą Prentiss i Howardem Hawksem. Potem podwieczorek raz G. A. Romero, studentami i bandą biegających, żywych umarłych. Kolacja z Wu Jingiem, który ma nowy kolor włosów, odcina ręcę i pryska na wszystko CGI-krwią.

Jeszcze przed snem kolejny odcinek Pitbulla, bo nie mam tv, więc mój TV to komputer. Dostałem z powrotem 1800tki, czyżby foch ?

Jutro poniedziałek, czyli dzień zaczynania wszystkiego od początku, zabierania się do pewnych rzeczy od nowa, zaczynania rzeczy nowych. Deadline za: 4. Teraz niczym Dugi Hałzer wyłączam mój pamiętnik i biorę się za coś innego.

lajcik

Wczoraj odwiedziny u ciotki, a tam jeszcze jedna ciotka, i potem jeszcze wujek przyjechał. Przywiózł luksus, tekle, metakse (tzn. coś co na pierwszy rzut oka wyglądało jak metaksa, bo gwiazdki miało, a metaksą nie było). Tak naprawdę to tylko etykietki i butelki, bo w środku była domowa robota. Wróciłem do siebie z zamkniętymi oczyma, bo drogę znam na pamięć. Jeszcze jakaś szamka i spać.

Dziś po zdjęcia, po pieczywo. Najpierw pan szedł ze mną na czołówkę, to sie zatrzymałem i on też i za nic nie chciał ustąpić, więc go ominąłem, bo głupotę mijać trzeba (tak to byśmy tak stali do osranej śmierci).

Ktoś zawołał, halo proszę pana (czy jakoś tak), więc się odwróciłem, pomachałem przyjaźnie, choć nie jestem pewien, czy to tak na prawdę do mnie to halo było, ale co tam, jak kogoś lubię to macham i już, bigap.

Potem odwiedziny, aparat, ławka, zupa. Zamiary wyjścia, na których sie chyba skończy(ło). Teraz może podwójne Django(1966 potem 2007), a jutro opowro tour. Trzeba będzie pomęczyć pewne osoby o pewną rzecz, oby się udało bo jak nie to czarne chmury i w ogóle.

Żywi lub Martwi

Przebrnąłem wczoraj w nocy przez ostatnią cześć DOA od Takashi Miike. Dwójka trochę wcześniej zaraz po jedynce. Każda część inna, pierwsza jest chyba najszybsza, druga ma też swój klimat niczym tofu z makaronem, a w trójce normalni ludzie to roboty a burmistrz to pedał, szkoda że nie stało się z nim na koniec to samo, co w pierwszej części z jednym typem o podobnych upodobaniach, na samym jej początku. Generalnie bardzo wykręcona trylogia.