kino(śro)da

dwa seanse i szybki tranzyt z pierwszego na drugi. Pierwszy: opowieść o bliskim wschodzie i o przypadkowym przybyszu z dzikiego zachodu. Klimat a’la Aleja Słoneczna i inne podobne, ale ciężko się dopatrzeć jakiegoś xera z podobnych filmów. Oglądało się przyjemnie, zdjęcia cieszyły oczy. Nawet reżyser siedział na widowni, posłuchać jak mówi, a już na pewno pogadać z nim za bardzo się nie dało, bo śpieszyło się na telenowelę. Drugi: mimo starań lekko spóźnieni, bo odległość, a potem kilkudziesięcio stopniowa wspinaczka jeszcze. Po drodze jeszcze siemka z prowadzącym. Dziwne wrażenie na początku, trochę taki odpychający, jak każda telenowela (a może to wina zmęczenia), lecz jak każda telenowela też wciąga, jeśli się odpowiednio długo poogląda i odpowiednie, blokujące dostęp seriali ośrodki w mózgu się wyłączą(seriale blokują ośrodek przełącznia <kanałów>). Po podsumowaniu pierwszego odcinka, załapałem odpowiednie nastawienie i tylko czekałem co się wydarzy dalej. Wszytko to lepsze o 100 razy od polskich i wyświetlanych w Polsce oraz innych krajach seriali tasiemców, bo nie było Klaunów Loubitschuff, Spermopolskich, czy innych rodzin których życiem chcesz żyć, nie było też kolorowego plastikowego otoczenia. Generalnie na + .

Teraz może coś z Meiko Kaji sobie wyświetlę na zakończenie dnia.Kolejny Scorpion ? Trzeba się wreszcie na VoIP konkretnie umówić.