brzydki, zły i szczery

Widziałem dziś Dobry, zły i brzydki, w sumie to ostatnią godzinę filmu, gdyż wczoraj wymiękłem wycieńczony 12toma godzinami w butach, i po drugiej godzinie filmu mnie oczy opadły. Geniusz Ennio Morricone połączony z geniuszem SerżYo! Leone, sprawił że mam od dziś nową ulubioną końcówkę Westernu. Ostatni pojedynek i muza do tego – wypas. Jeszcze scena jak Klincz Eastwood strzela do brzydkiego z armaty, a ten ucieka przed pociskami niczym kijanu riws w matrixie. Uciekł przed ostatnią kulką i wbiega na ogromny cmentarz (ponad 50% sukcesu każdej sceny to lokacja), i leci muzyka, i myślę sobie przecież to też później maestro Majkel Kejmen zapodawał w San Francisco. Spaghetti Western po raz drugi.