lajcik

Wczoraj odwiedziny u ciotki, a tam jeszcze jedna ciotka, i potem jeszcze wujek przyjechał. Przywiózł luksus, tekle, metakse (tzn. coś co na pierwszy rzut oka wyglądało jak metaksa, bo gwiazdki miało, a metaksą nie było). Tak naprawdę to tylko etykietki i butelki, bo w środku była domowa robota. Wróciłem do siebie z zamkniętymi oczyma, bo drogę znam na pamięć. Jeszcze jakaś szamka i spać.

Dziś po zdjęcia, po pieczywo. Najpierw pan szedł ze mną na czołówkę, to sie zatrzymałem i on też i za nic nie chciał ustąpić, więc go ominąłem, bo głupotę mijać trzeba (tak to byśmy tak stali do osranej śmierci).

Ktoś zawołał, halo proszę pana (czy jakoś tak), więc się odwróciłem, pomachałem przyjaźnie, choć nie jestem pewien, czy to tak na prawdę do mnie to halo było, ale co tam, jak kogoś lubię to macham i już, bigap.

Potem odwiedziny, aparat, ławka, zupa. Zamiary wyjścia, na których sie chyba skończy(ło). Teraz może podwójne Django(1966 potem 2007), a jutro opowro tour. Trzeba będzie pomęczyć pewne osoby o pewną rzecz, oby się udało bo jak nie to czarne chmury i w ogóle.