lajcik

Wczoraj odwiedziny u ciotki, a tam jeszcze jedna ciotka, i potem jeszcze wujek przyjechał. Przywiózł luksus, tekle, metakse (tzn. coś co na pierwszy rzut oka wyglądało jak metaksa, bo gwiazdki miało, a metaksą nie było). Tak naprawdę to tylko etykietki i butelki, bo w środku była domowa robota. Wróciłem do siebie z zamkniętymi oczyma, bo drogę znam na pamięć. Jeszcze jakaś szamka i spać.

Dziś po zdjęcia, po pieczywo. Najpierw pan szedł ze mną na czołówkę, to sie zatrzymałem i on też i za nic nie chciał ustąpić, więc go ominąłem, bo głupotę mijać trzeba (tak to byśmy tak stali do osranej śmierci).

Ktoś zawołał, halo proszę pana (czy jakoś tak), więc się odwróciłem, pomachałem przyjaźnie, choć nie jestem pewien, czy to tak na prawdę do mnie to halo było, ale co tam, jak kogoś lubię to macham i już, bigap.

Potem odwiedziny, aparat, ławka, zupa. Zamiary wyjścia, na których sie chyba skończy(ło). Teraz może podwójne Django(1966 potem 2007), a jutro opowro tour. Trzeba będzie pomęczyć pewne osoby o pewną rzecz, oby się udało bo jak nie to czarne chmury i w ogóle.

Żywi lub Martwi

Przebrnąłem wczoraj w nocy przez ostatnią cześć DOA od Takashi Miike. Dwójka trochę wcześniej zaraz po jedynce. Każda część inna, pierwsza jest chyba najszybsza, druga ma też swój klimat niczym tofu z makaronem, a w trójce normalni ludzie to roboty a burmistrz to pedał, szkoda że nie stało się z nim na koniec to samo, co w pierwszej części z jednym typem o podobnych upodobaniach, na samym jej początku. Generalnie bardzo wykręcona trylogia.

Kino Studio

Środa jak zawsze filmowa, film o panu co powieką książkę napisał, zdjęcia polskie do tej produkcji. Nie będę pisał co mi przyszło do głowy po filmie…

Przed filmem posiłek z K. a po filmie też posiłek z K. &T. Pojawiła się opcja szybkiej wycieczki do Berlina, jedyne jednak co mnie mogło powstrzymać i powstrzymało to krecha na moim koncie w banku, gdyby nie to, na bank bym śmignął. Na szczęście łaska osoby, z którą miałem jechać nie zna granic i mi wybaczyła absencję.

Trzeba uważać na schodach, oby to tylko stłuczenie było, a nie kolejna wizyta u doktora makkeny (kip on kiping on).

Za oknem studenty mordę wydzierają, węgiel drzewny i zwęglony wurszt też do mnie dociera zapachem. I znowu autorefleksja.