Wysokie loty…

Mam nadzieję, że fajnie się leciało w poniedziałek ( a może to wtorek był, już sam nie wiem, jutro spytam), mam nadzieję, że fajne się leciało dziś rano mimo rewizji na osobności, dobrze, że nie była zbytnio osobista. Zastanów się chłopaku gdzie chcesz mieszkać, bo jakby co to muszę wiedzieć odrobinę wcześniej.

Dziś drugi dzień kolejki do xero, na szczęście jakieś dwadzieścia minut mniej stania niż wczoraj (co daje jakieś 18 minut stania), przy okazji niechcący podsłuchałem co pan portier myśli o niedawno wyprowadzonych mieszkańcach DS i ile skarg i w ogóle, ale trzeba przyznać, że po ksywkach też znał mieszkańców. Następna wizyta w piątek dopiero, chyba że się jutro i dziś w nocy postaram o wyprodukowanie pokaźnych ilości materiału do druku, się zobaczy.

Dziś mój ulubieniec, z którym spotkam się w piątek, potwierdził prawdę o szkole w której jutro mam niby egzamin i muszę powiedzieć, że im dłużej tam jestem tym bardziej mnie się wydaje iż ma on zupełną rację, ale może mi się na coś ten papier przyda.

Wczoraj w przerwach między pisaniem:

a dziś w przerwie miedzy przerwami i przed właściwą tekst – produkcją:

Powiem znowu, że TAKASHI MIIKE wymiata, może na końcu to już się trochę sypie wszystko w tym filmie, ale początek znakomity, jeszcze jak grałeś w tą grę na PS2 to już w ogóle klimacik niezły.

A tu takie skojarzenie z Planet Terror.

Panik des letzten Moments?

Kupiłem wczoraj grudniowy przekrój z filmem, na który czaiłem się od marca. Na szczęście nie wszystkie kioski sprzedają wszystko i pozbywają sie wszystkiego. Po czym obejrzałem to między 24tą a 3cią.

Podłapałem za pomocą bloga jednego opolskiego rapera, hasło, slogan już bardzo dobrze znany – panika ostatniej chwili. Jeśli chodzi o moją MA, to mimo wszystko taka panika mi się nie udziela, choć wiadomo że 10ty szósty to już ostateczny deadline, i jak nie zaniosę do przybicia stempla, to trzeba potem załatwiać i kombinować. Niby nie mam tzw. stresa, jak na przykład ten pan, co do wczoraj nie wiedział co się z jego MA dzieje i poschizował się troszkę… ale wszystko się zakończyło hepi endem(choć to żadna hollywódzka produkcja). Na jakiś pompatyczny hepi end nie liczę, ale mam nadzieję że uda mi się na czas wszystko załatwić. I zacytuje tego pana, co napisał podobno w tydzień MA, najlepszy bat to czas. Robiąc wszystko na ostatni moment, lekko w pośpiechu, czasem masz to uczucie po udanym ukończeniu zadania, że mogłes zrobić to 100razy lepiej, ale to chyba prawie tak zawsze?

A dziś mamy zachmurzenie nikłe, temperatura powietrza ponad dwadzieścia stopni Celsjusza, ciśnienie wody w wodociągach nieoczekiwanie spadło, czarnych worków nie ma, bo ktoś się lisi i nie jest to Pam Grier jako Foxy Brown.

Jeszcze muszę napisać list mot. i życiorys…

Sobota

a w sobotę :

chyba najlepszy film z wczorajszych, posiada to co lubię żeby się super oglądało:

Zapomniałem wczoraj o dwóch rzeczach:

– wspomnieć o moim uradowaniu gdy jak skończyły mi się chusteczki po szkole, w kieszeni mojego plecaka znalazłem serwetki z Maka Berlin Hbf.

– opowiedzieć historię, żart związany z tym kawałkiem który to żart usłyszałem na koncercie (nawet jak podjedziesz syrenką…)