Panik des letzten Moments?

Kupiłem wczoraj grudniowy przekrój z filmem, na który czaiłem się od marca. Na szczęście nie wszystkie kioski sprzedają wszystko i pozbywają sie wszystkiego. Po czym obejrzałem to między 24tą a 3cią.

Podłapałem za pomocą bloga jednego opolskiego rapera, hasło, slogan już bardzo dobrze znany – panika ostatniej chwili. Jeśli chodzi o moją MA, to mimo wszystko taka panika mi się nie udziela, choć wiadomo że 10ty szósty to już ostateczny deadline, i jak nie zaniosę do przybicia stempla, to trzeba potem załatwiać i kombinować. Niby nie mam tzw. stresa, jak na przykład ten pan, co do wczoraj nie wiedział co się z jego MA dzieje i poschizował się troszkę… ale wszystko się zakończyło hepi endem(choć to żadna hollywódzka produkcja). Na jakiś pompatyczny hepi end nie liczę, ale mam nadzieję że uda mi się na czas wszystko załatwić. I zacytuje tego pana, co napisał podobno w tydzień MA, najlepszy bat to czas. Robiąc wszystko na ostatni moment, lekko w pośpiechu, czasem masz to uczucie po udanym ukończeniu zadania, że mogłes zrobić to 100razy lepiej, ale to chyba prawie tak zawsze?

A dziś mamy zachmurzenie nikłe, temperatura powietrza ponad dwadzieścia stopni Celsjusza, ciśnienie wody w wodociągach nieoczekiwanie spadło, czarnych worków nie ma, bo ktoś się lisi i nie jest to Pam Grier jako Foxy Brown.

Jeszcze muszę napisać list mot. i życiorys…

Advertisements