noc zgrozy

Postanowiłem się wybrać wreszcie na enemef, bo raz – jeszcze nie byłem, bo dwa – dostałem zniżkę na 19, bo trzy –  repertuar w miarę dający się oglądać (choć też nie za ambitny). Start 23:30, na wejściu ochroniarze trzepią torby, plecaki, kieszenie w poszukiwaniu napojów. Jestem w środku, trochę czuje jakbym zimował 3 lata w jednej klasie. Kolejność projekcji zadowalająca, jednakże z powodów technicznych w mojej sali kolejność odwrotna, czyli jeden znamy mi film, potem jeden kaszankowaty z Mikołajem Klatką (można było się przynajmniej kimnąć z pobudkami na rozpierduchę), potem jeden nieznany, którego akcja dzieje się na irlandzkiej ziemi, a na końcu najlepszy chyba…

Poza tym wokół mnie leje się gołda, komentarze, jak na galeriankach ostatnio, i w koło jest wesoło; jednak poziom WR dużo inny (czytaj niższy)niż w DW albo OP.


De Fau De

czwartkowa powtórka z DVD: ]

Pam: So what’s your name, icy?
Stuntman Mike: Stuntman Mike.
Pam: Stuntman Mike’s your name.
Stuntman Mike: You ask anybody.
Pam: Hey Warren. Who is this guy?
Warren the Bartender: Stuntman Mike.
Pam: And who the hell is Stuntman Mike?
Warren the Bartender: He’s a stuntman.

 

Juana: So how’d you become a stuntman?
Stuntman Mike: I learned it from my brother… Stuntman Bob.