Cztery pory roku, trzy kwadranse jazzu

dwudziestego pierwszego dnia, dwunastego miesiąca roku, trochę po dziewiątej rano wybrałem się tramwajem numer trzynaście do budynku o numerze czterdzieści dwa, gdzie w pokoju o numerze trzysta szesnaście stawiło się coś pomiędzy czternaściorgiem, a siedemnaściorgiem osób na rozmowę kwalifikacyjną, moją pierwsza rozmowę odkąd jestem znowu bezrobotny. Trzy testy i mamy pierwszy etap za sobą. Do drugiego etapu zakwalifikowało się coś pomiędzy sześciorgiem a siedmiorgiem osób. – Tak zastanawiam się jak wyglądasz widziana okiem przez lampkę do wina, ciekawe co teraz robisz i z kim, moje oczy są zielone bo jem dużo warzyw, to myślenie zawsze przychodzi w najbardziej nieoczekiwanym momencie, tylko kim ja jestem 4U? i czy ty choć trochę myślisz ? I czy może już Ci nie przeszło ? Jeśli oczywiście Cię kiedykolwiek naszło – Potem interwiu face 2 face, na którym miałem okazję zabłysnąć nie tylko okiem i zębem, jak w reklamie pasty do zębów, ale także jeszcze czymś innym. Werdykt po świętach, tylko zapomniałem zapytać o ścisłą definicję świąt, jednak na stronie internetowej protokołu jeszcze nie ma, a przez telefon nikt się ze mną jeszcze nie kontaktował. W siedzibie instytucji panuje zapewne jeszcze poświąteczne i przednoworoczne lenistwo, a może na wigilię nowego roku ktoś szykuje mi miłą niespodziankę, którą mogę oblać szampanem? A propos oblewania, zastanawiam się czy może A. nie ma przypadkiem racji każąc mi oblać pewną kwestię?

Po skończonym postępowaniu kwalifikacyjnym, pochodziłem sobie trochę po mieście, potem do kina ( w trakcie którego dzwoniła P. – obawiam się, że chciała się spotkać, a ja nie odebrałem ale potem oddzwoniłem, już nie odebrała, pewnie ona się wtedy spotykała; ciekawe kiedy teraz Cię zobaczę, za 3 dni? – impossible, za 2 tygodnie? – ridiculous, za ponad miesiąc? – Positively maybe; chyba histeryzuję ). Chwilę po dwudziestej drugiej wsiadłem do F. posłuchałem 4 pory roku, potem na trójce trzy kwadranse jazzu, i kiedy J.P. Wróblewski kończył przedświąteczną audycję ja zaczynałem wstawiać F. do garażu.

Czytam sobie książkę, na której podstawie powstał film, testując przy tym nowe kieliszki do czerwonego, które kupiłem dziś. Jutro wyślę Ci życzenia, a do tego momentu jeszcze tylko dwa filmy, dwie lampki wina i parę godzin snu…

Ta ostatnia niedziela (Positively maybe)

Najpierw, pożyczony, po 5ciu tygodniach niewidzenia  Pięć razy we dwoje :

Potem jeszcze raz Ernst Lubitsch w ten weekend; bardzo wesoła pełna “życiowych mądrości” komedyjka na podstawie skromnej sztuki. Muszę wreszcie do-oglądać filmy F. Langa.

Mitzi Olivier: I’ll be waiting in a taxi on the next corner. Five minutes.
Dr. Andre Bertier: Impossible.
Mitzi Olivier: Ten minutes.
Dr. Andre Bertier: Ridiculous.
Mitzi Olivier: All right, fifteen minutes.
Dr. Andre Bertier: Positively maybe.

Święta #2

Po pierwsze Royal Tenenbaums,  rewelacji nie było ale jakoś uszło …

Potem powtórka z niemieckiego kina, jakoś lubię tą panią z zoologicznego:


Święta #1

Wielka miłość z fajną piosenką użytą potem w Bastardi Senza Gloria przez Q.T.

Potem jeszcze Marlena D. u Ernsta L.

Potem jeszcze chińszczyzna:

Potem jeszcze The Host, żeby się lepiej spało.