Münchhausen

Gdyby doszukiwać się podobieństw miedzy Parnassusem, a Münchhausenem, można by znaleźć ich nawet trochę. Szalony teatr w czasie najazdu Turków, młoda Uma Thurman, historia która przenosi nas z desek teatru do umysłu najstarszego bohatera. W nim księżyc, Robin Williams z odłączaną głową, ucieczka po linie zrobionej z włosów Ariadny,wizyta w wulkanie, młoda rudowłosa Uma Thurman, wizyta w rybie niczym z obrazu, scena końcowa, młoda Uma Turman. Ogląda się przyjemnie.

środa, czwartek

Drugie Millenium, w Danii na DVD i BR, a u nas nawet nie ma jeszcze w kinie ;/

Krwawa Aria, tylko czemu tak długo się rozkręca?

Dwa razy w Krakowie

Pierwszy

Był e-mail, dzień po telefon, następnego dnia też rozmowa telefoniczna w trochę innym języku, dzień po już wywiad. Więc rezerwuję, tankuję  i jadę.  Nie za bardzo lubię jeździć 7mką, bo niektórzy tam próbują latać mimo braku skrzydeł, niech ktoś wreszcie rozwinie kłębek z nicią autostrady w naszym kraju. Jadę, jadę, trasą lecę i dojechałem, uważając przy tym na druty, kable i inne “statki powietrzne”.  Meldunek, klucz i nawet przyjemny pokój z internetem, co z tego, że tramwaj jedzie podłoga się trzęsie, najważniejsze jest to, że mam niecałe pięć minut do rande – vouz point’u, więc mogę wyjść za pięć minut ustalona godzina. Po rozgoszczeniu się w noclegowni trzeba oczywiście pooglądać jak wszystko wygląda nocą, co z tego, że nie mam czapki i zimno, ważne, że buzia się cieszy jak tu sobie chodzę i oglądam, ładnie to wszystko wybudowane, architektura szczęścia? Po chodzeniu, którego to pochodzenia w nogach nie czułem, trochę pitu-pitu na komunikatorze (mniej i bardziej poważnego), jeden epizod Lie to me* i spać, bo rano trzeba wstać. Od 9tej do 13tej i po krzyku, jedno z ciekawszych postępowań rekrutacyjnych w jakich brałem udział, tak naprawdę jeszcze biorę. Główny cel dnia zdobyty, więc pozostało zdobyć pozostałe cele dnia. Chodzę oglądam, widziałem dom w którym mieszkał J.W.Goethe, zobaczyłem wszystko co w KRK na rynku widać, zapuściłem się trochę w boczne ulice między kamienice, byłem w Kinie Pod B. zobaczyłem film, który nie był taki jaki myślałem, że będzie – był lepszy, po kinie obiecałem sobie Piwnicę Pod B. z następną wizytą. Po seansie chodzę, chodzę bo spać szkoda, przerwa na ogrzanie się w noclegowni i dalej hola, ale bez przesady wróciłem jeszcze tego samego dnia by położyć się spać. Deficyt towarzystwa też dał o sobie znać momentami, A. mówi, żeby się nie wkręcać. Paręnaście, a może było to parędziesiąt (whatever – przecież to nie pokładowy dziennik), minut po 11tej rano rozpoczął się powrót.

Wstaje rano w poniedziałek, sprawdzam pocztę, w której znajduję zaproszenie na grande finale całego postępowania, potem jeszcze telefon potwierdzający list elektroniczny,  i przyszło mi do głowy, że profesjonalny headhunting jest jak kobieta idealna.

Drugi

Rezerwuje, tym razem taniej, czego potem żałuje bo DS “Spó*jnik” przed remontem był o jedną gwiazdkę bogatszy w standard. Biorę z garażu F. przyklejam do szyby PNA ze zaktualizowanym Navi*go i goł. Droga minęła bardzo sprawnie, Twój głos w moich słuchawka poszedł w sukurs umileniu jazdy i śmiganiu między piaskarkami.  Dojechałem, tym razem jestem poza strefą płatnego parkowania, więc stoję sobie na chodniku z należytym odstępem. Meldunek w mało-przytulnym pokoju, z łazienką z której dochodzi intensywny zapach i nie są to lilie, nawet morski to zapach nie był, a jeśli morski to na pewno w porze ataku glonów. Mam ponad 30 pln taniej i 20 minut  autobusem do miejsca akcji. Po “zadomowieniu się”  mały rekonesans czyli przejażdżka autobusem linii 139 z przesiadką do 238, i nawet ładne wrażenia co do lokacji ewentualnej…  Powrót i znowu trzeba połazić, i  kubek przy okazji kupić bo specyfikacja turystyczna noclegu , mnie zaskoczyła brakiem naczyń, choć ręcznik był, co prawda pachniał mopem, ale był (na szczęście miałem swój). Pozwiedzałem, posiedziałem, poszedłem spać. Rano 9ta akcja w miejscu akcji, niecała godzina i po akcji, wrażenia nawet miłe. Musieliście mocno trzymać kciuki, co niektórzy nawet głęboko, mój synu. Wracam autobusem, na którymśtam przystanku z kolei postanowiłem wymacać bilet w mojej kieszeni, macam, macam, a biletu wymacać nie mogłem, myślę – jadę twardo do końca jeszcze tylko parę przystanków, nikt nie sprawdzi, na nieszczęście stało się inaczej, bilet, dokumenty, pan tu wysiada? dokument jakiś, żółty kredytowy na pamiątkę, wsiadam jadę dalej, za mną ptaszki wsiadły, więc kupiłem u kierowcy. Dotarłem do pokoju, w spokoju się pożywiłem i w miasto, standardowo już Kino pod B. tym razem wziąłem udział w przeglądzie, potem obiecana zeszłym razem piwnica, gdzie akurat jazzband na żywo z czarnoskórą panią w gościnnym udziale, do tego też coś na poprawienie krwi – jak to powiedział barman. Powrót już godzinowo następnej doby. Trochę dały znać o sobie braki, albo właściwie jeden brak, ale we wkręcaniu się w brak, brak sensu więc walczę i wygrywam z brakiem, chyba. Skończ pierdolić tylko weź coś rób. Piątek weekendu koniec i początek, po pierwsze zakup czapki bo głowa ważna, po drugie łażenie oglądanie, po trzecie teatr, po czwarte powrót następnego dnia do domu z KRK. Teatr super, ubawiłem się po sam czubek głowy polewając się Atramentem dla leworęcznych. I na ostatni nocleg musiałem się przenieść, trochę nawet mi ulżyło z tego powodu.

“My tu gadu gadu, a tu czas wsadzić kij do zadu”

Czwarty weekend tego roku

Po drugim Krakowie…

Kolejna niedziela, kolejny film Fritza Langa. Tym razem sequel do niemej jeszcze pierwszej części. Mamy tu już statyczne i dynamiczne sceny akcji z wybuchami włącznie, oraz super wykadrowany pościg samochodowy.

Tony Cocozza, chciał być za bardzo coco-loco i za pomocą socjotechnicznych chwytów zastosowanych na nim, został wciągnięty w niezłe zamieszanie, ey matey

Trzeci weekend tego roku

Między Pierwszym Krakowem, a drugim…

W niedzielę trzeciego weekendu roku, teraz mamy 4tą, naturalną koleją rzeczy i chronologicznie do dat produkcji filmów F.Langa, kolejny, ostatni już niemy, film tego pana. Żona pisze scenariusz a mąż go kręci, i ją pewnie też. Na księżycu są góry zrobione ze złota, więc trzeba tam polecieć. Super scena w stanie nieważkości, niezły patent na pokazanie tego, i to już w 1929tym. Potem rozbili obóz, i zostali tam razem, on i narzeczona jego najlepszego przyjaciela.

A oprócz cyklicznego seansu, to:

Manic, jeśli się nie mylę to chyba pierwszy film, w którym razem pojawiają się Z. Deschanel i J.G.H. Duży emocjonalny ładunek.  ” (…)and everything’s gonna be pizzas and blow jobs.”

Do tego argentyński Los Paranoicos, ze świetną sceną taneczną, i paroma jeszcze innymi świetnymi scenami. Jeszcze Ellen Page a.k.a. Small Newman jeżdżąca na wrotkach w derby. Dodajmy do tego jeszcze The Good Life – kolejny film z Z.D. (których mi już mało zostało). Był jeszcze dokument Withnail &Us oraz Gran Torino.