AR – C36/D1/T06

L.A. jedzie na rowerze przez Londek zdrój, ja biegnę przez  W*ZW w godzinie boomcarowego szczytu. Oprócz bzyczących fał weh z podskakującą półką pusto, taka godzina, każde miasto ma swoją w której pustoszeje, są jednak miasta bez tej godziny.

Biegnę widzę półlitrówkę w śniegu, sms, coś mnie oczy swędzą, albo nie wiem, świat ty ch*uju.

Wkurwia*m się  bez powodu, martwię się bez powodu, nie mam etatu bez powodu, przejmuje się Tobą bez powodu, może T. ma rację, bo A. na pewno, tylko jak tu zrobić…

– Patrzę na to wszystko z perspektywy osoby trzeciej i trochę śmiać mnie się chce, i nawet śmieje się.

Tylko z czego się śmiejesz, z  siebie idioto?  –

Tragiczna świeczka, której ktoś za oceanem został fanem, i której powinno nie być.

Zemsta jest słodka i najlepiej smakuje na zimno (jak parówki ; P) i jest Twoja, równowaga, nic nie ginie w przyrodzie, iskrzenie i głupot pierdolenie, każdy miał po jednej szansie i co teraz?

Zacznijmy od rzeczy podstawowych, może najpierw etat.

Dziś zarażony na nowo E.B. mimo prawie całej godziny transmisji radiowej , po bieganiu pomarańczowy księżyc i ten następny.

Dystans dziś zwiększony o jedno kółko, jeszcze tylko jedno i będzie olimpiada.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s