Czasem jak K. gubie się w…

Dżoging, przerwa na faje dla pani, dwa głębsze wdechy i mijam tą panią, mijam radiowóz co jedzie prędkością patrolową, a kiedyś jedzie za mną lodówa z prędkością równej mojej przez cały bulwar (to dopiero bezpieczne miasto).

Święta i ze świąt powrót, integracja, a rano wydarzenie, po którym z balkonu widzę żałobę narodową. Potem fala wydarzeń, w tym oburzenie tych co pracują na polu, choć rolnikami nie są.

Przeprowadzki nadszedł czas, więc po zmontowaniu ekipy, umówić się na podpisanie umowy należy. Po umówieniu należy, się spotkać i podpisać. Chyba, że w ekipie znajdą się mordoklejki i musisz szukać od nowa. I znajdziesz ale drożej, i nie na stałe (choć to plus, bo lubię ładnie mieszkać, a tam nie jest idealnie – tak trudno mi dogodzić – choć jest ładniej niż teraz). Do tego depozyt, rujnujący mój nisky budżet bez dziury, ale jak jedziesz po finansowej bandzie to może być risky, i bez dobrej lichwy się nie obejdzie – gdzie te lichwiarki, ach gdzie (a dokładniej gdzie ta jedna jest). Nikt przecież nie powiedział, że będzie łatwo, a świat nie zapłacze gdy się poddasz. Może rada z migającego mi teraz okna komunikatora korzystającego ze  znanego wszystkim Polakom protokołu:

J**** :: 01:37:00 / S 01:39:54
szukaj lepszej a narazie klap bide

J**** :: 01:37:27 / S 01:40:19
misiek tez zaczynal od guwna a teraz masuje lachony

Generalnie, znowu chce wszystko na raz chyba, albo po prostu gubię się? Zważ na  dwie zawsze aktualne rady promotora: Cherchez la femme + za szeroko Pan jedzie.

albo po prostu gubię się?

Jeśli jest nie tak jak chcesz, to musisz zrobić żeby było jak chcesz.

Kończcie flaszke i do domu, bo za oknem tylko nocny już coraz rzadziej jeździ.

Grzebcie w wyprzedażach jeśli możecie, bo znaleźć coś można.
Niebawem więcej ze świata TiwiMena i KaeFeFu.

Whatever works

Woody A. z poczuciem humoru w stylu Kitan*o – Szymbor*ska, czyli “Był kiedyś rolnik w Neapolu, który zasadził chuja w polu…”  To nas śmieszy, ale niekoniecznie podnieca, Whatever works. Trochę mi przypominał Anything else ten film, ale to nie jego wada.

Malik idzie do więzienia (ale nie w pierd*olonym Bombaju) tam rozpoczyna karierę od sprzątania, oczywiście bez poświęcenia innych się nie obędzie, i jak to w świecie bywa, dostaje potem większą celę, wyposaża ją w “kino domowe”, a potem inne atrakcje. Czyli wszystko o czym każdy młody człowiek w kapitalizmie marzy.  Prorok bardzo dobrym filmem jest. Powiem to ja i powie to też K. kiedy go obejrzy.

Mało – ekranowo też się dzieje trochę:

Ernst Lubitsch, klasycznie w muzykalno – czarno – białym klimacie do spółki z Maurice Chevalier’ em, czyli A love Parade, tylko nie techno z odkurzaczem na plecach, ale klasyk wokal.

Z Dvd NN od F.F. z B.S. z niecodziennym zaczesem układanym we Wrocławiu.