Śmierć w Wenecji ?

Gdyby Marek miał Fejsbuka na pewno prędzej czy później dotarłby do Wenecji autostopem, a potem couch – surfing u znajomych i zwiedzanie wszystkich miejscówek, które zna na pamięć. Nie było jeszcze jednak żadnego portalu społecznościowego kiedy miały miejsce wydarzenia przedstawione w filmie, i jak tu sobie poradzić nie będąc podglądanym i nie dając się podglądać ludziom z Wenecji? Rozwiązanie jest proste – zrobić sobie Wenecję w piwnicy. Co Marek wraz z jego współtowarzyszkami doli i niedoli czyni. Najciekawszy w Wenecji J.J.K. jest oczywiście karnawał, gdzie bandę przebierańców nachodzi oficer ds propagandy, który na mój gust robi III rzeszy kiepski PR, bo po niemiecku to on tak średnio. Czy aby warto się przemęczyć i dotrwać do karnawału? Przecież mamy znakomite zdjęcia oraz wspaniałe lokacje, jeśli to sprawi, że wytrzymasz, to całość oceń na końcu sam po obejrzeniu filmu.

Advertisements

Goło ale nie wesoło.

Jeśli twój ojciec przywiózł cię do knajpy na rowerze w torbie na listy to jesteś Strobbe.

Jeśli mieszkasz z babcią i ze stryjami w jednym domu to jesteś Strobbe.

Jeśli raz na jakiś czas mężczyźni w twojej miejscowości przebierają się za kobiety to jesteś Strobbe.

Jeśli jeden z twoich stryjów  pieprzy za twoimi plecami dziewczynę, w której się podkochujesz to jesteś Strobbe.

Jeśli głównym zainteresowaniem osób z twojego otoczenia jest picie, a drugi z twoich stryjów marzy o wygraniu alkoholowej wersji Tour de France to jesteś Strobbe.

Jeśli lubisz wkurzać dyrektora szkoły trzaskaniem drzwiami to jesteś Strobbe.

Jeśli wierzysz, że twoja autobiograficzna powieść zostanie wydana to jesteś Strobbe.

Jeśli uważasz, że film który na promującym go plakacie ma gołych facetów na rowerach jest komedią to jesteś w błędzie.

Wszelkie podobieństwo bohaterów do jakichkolwiek osób jest przypadkowe i wynika ze znajomości charakterów.

A co zrobisz?

ajrysz bwoy into Poland – ostatnie dni.  Może się wreszcie k*urwa do ciebie wybiorę.

Trochę Quality Time ostatnio, choć nie za każdym razem był bardzo quality, potrzebuję chyba więcej, więcej go i to ze znakiem jakości Q.  Pozwól, że opowiem ci o znajomości… he, he

Właśnie trwa końcówka pierwszej połowy spotkania drużyny grającej w stylu Sonny’ego Chiba w Streetfighterze, z drużyną spod znaku coffeeshopów. Akrobatyczny futbol z podejściem bardziej zaciętym niż kamikaze, jeśli chodzi o słabszą ze stron. Czyżby Japonia miała mieć dziś talent i fart jak Rafael Van Der Vaart?

Poszedłem do sklepu z chemią i kosmetykami, oraz parasolami, bo skończyło mnie się to i owo. Po drodze zagadnął mnie gość żeby mu kupić sałatkę. I co zrobiłem?

Chyba udziela mnie się coś, co można nazwać skurwiały*m syndromem osób, które pojechały do stolicy mieszkać, pracować, cokolwiek tam jeszcze i mają wszystkich “niekorzystnych” w szczerym poważaniu. (ooops napisałem to). Na szczęscie ten syndrom nie tyczy się wszystkich którzy pojechali tamże[weźże se leżak]. Czyżby stołeczna wersja Sleepless in Seattle, poprzedzona Warsaw avaiable ? Napisałem też jeszcze jedną rzecz jak gadałem z T. ale tego cytatu oszczędzę co niektórym (słownik FF+ WP).

A ty co zrobisz? To co wszyscy robią?

Boli mnie trochę płat czołowy.

Już przestaje…

Prawie zawsze a drugi dzień sam się sobie podobam.

Transmisje Fifa

firewall, poblokowane połączenia = niemożność obejrzenia w zakładzie pracy przymusowej meczu udostępnionego dzięki dobrodziejstwu publicznej Tiwi. Jutro będzie inaczej, zabiorę ze sobą swój hardware i wyświetlę film dla moich sąsiadów. Tak na prawdę fanem piłki nożnej nie jestem zbytnim, ale czego nie robi się dla dobrej atmosfery (co prawda nie zawsze się ona stwarza kiedy trzeba, a kiedy nie trzeba jest niechciana chociaż stoi obok). Niespodzianką jest to, że kraj czekolady i banków nie położył się przy kraju który ma swoja “wersję” cabernet sauvignon. Dobrze, że tak się stało i nie dlatego, że sześc zero, ale dlatego, że niespodzianki tego typu są po prostu bardzo mile widziane.

Wczoraj pierwsze urodziny, a ja na swoje następne, być może sprawię sobie konto na Fejsdrzewie sygnowane autentycznie, choć ten cały socjalny internetyzm i przejście z fazy pseudonimów do fazy imion i nazwisk jest trochę dziwne dla mnie, jestem za stary? jestem zacofany? jestem wycofany? chyba inny jestem. Chcesz tworzyć coś swoją osobą i nie masz co? Najłatwiej zrobić to na społecznościowcu. Masz tam swoich przyjaciół, którzy lubią to, i owo, ty też to lubisz… …podziel się… …don’t get sucked into… Jak w tamtym odcinku tego serialu. Niby są tu wszyscy, a jesteś tu sam. Zazdrość przeze mnie przemawia?Idź  tam gdzie wszyscy, a będą z tobą… …bądź trendy, cool wintydż. Zostań członkiem komuny w dobie kapitalizmu. Samotność przeze mnie przemawia? Ej stary jeba*ć to.

Skoro jesteśmy przy serialach, to Lie to me* kontynuacja emisji, globalna sieć i global HD.

Hoc*us Poc*us, kiedyś 75, potem 73 a teraz 16.

Odbył się interwiu, z którego nie wiem co wyniknie, czas najwyższy zacząć pisać kolejne podkładki.

Nie lubię zabijać komarów dłonią gołą bo się rozciapują, ale to i tak lepsze niż ślimak pod butem w deszczowy dzień.