03:13

Wczoraj o tej porze kończyłem właśnie oglądać Taking Woodstock (szczegóły niebawem), zanim jednak zacząłem oglądać, jeszcze pakowation, bo niby-urlop, bo przecież kilka dni w WZW, więc nie wezmę tylko komputera… Zanim jednak zacząłem się pakować zrobiłem sobie podwójną rundę pożegnalną wokół Błoń (to się chyba tak odmienia) – dochodzę po raz kolejny do wniosku, że danzal dobry do biegania zawsze (whuz callin me from ah anknown namba? – Busy Signa*l ), i że najlepiej się biega w okolicach pełni (dokładniej między 2gą a trzecią ćwiartką) – choć nie zawsze jest to regułą. Może uda mnie się zdążyć na metę Tour de Pologne. Dziś przypadek zgotował mi niespodziankę, bo co dopiero przyjechawszy do WZW trafiłem na przejazd  uczestników Tour de Mazovia.

Dziś o tej porze skończyłem przeglądać repertuar Dwóch Brzegów i chyba już wybrałem, obym nie trafił jak kiedyś podczas ENH na film typu 2 gwoździe. Jutro (tzn . dziś tylko trochę później) zarezerwuję, a potem tylko siedzieć pod namiotem. Coś mnie się wydaję. że z państwem G. i resztą spotkam się dopiero w rocznicę WTC. Jakąś godzinę temu przypomniałem sobie, że mam coś w analogowym inboxie, poszedłem sprawdzić, a tam zaproszenie projektu W.K. – całkiem, całkiem, tyko kto mi potowarzyszy? Pozostaje łudzić się, że K. rzuci dla mnie salami. Bo M. to chyba się nie zdobędzie (choć kto wie).  Na koniec propsy dla american girl a.k.a. frog za postcard (kurcze P. mówiła kiedyś do mnie tak…czyżby psia mono…).

F.Y.I. – pracę na Skype me… Part 2 trwają, przecież mnie znasz ^^

O operacji plastycznej na siedząco, i o tym czy może odbędzie się na leżąco pod znieczuleniem ogólnym, w kolejnym fascynującym odcinku, serialu popatrz sobie na

Jam

Kolejna niedziela z Fritzem L. niczym niedzielne westerny na 2ce za małolata. Tym razem Sylvia Sydney przekonuje bandę włamywaczy, że zbrodnia nie popłaca  – po wszystkim dostaną ~115$ netto. Jam Films od 1 – S (a.k.a. 3) nawet dają radę, pierwsza część chyba wyprodukowana z największym nakładem finansowym – tak podejrzewam, chociaż mogę się mylić.

This slideshow requires JavaScript.

Kebab w Hanucie

Najsampierw wszystkim urodzinowym dzieciom (pobij mnie za tą kalkę) składamy życzenia, a dzieci nazbierało się trochę w tym tygodniu, bo jest ich przynajmniej 2ka. Jednemu dziecku zaraz wyślemy surowy materiał na skajp mi bejbe Vol.2.

Trzeba znaleźć nowe miejsce do mieszkania, i to takie żebym nie nosił węgla w zimie, żeby nie śmierdziało (a co się z tym wiąże, ja też żebym tym nie przeszedł – i żeby na dzień dobry nikt nie powiedział: mieszkasz w starej  stęchłej kamienicy) – jak powiedziało jedno dziecko urodzinowe (tak językowa klaka po raz drugi).  Oprócz lokum jeszcze praca, miejsce w świecie, wszechświecie i cel w życiu / no bez przesady.

Kolejne spotkanie ekipy  F. – pod koniec trochę usypiałem, więc jak Basia spier*doliłem stamtąd (choć jak ona się nie wkurwi*łem), a może zostałem zarażony czymś co miało zostać zwalczone tabletką przeciwbólową MAX? A może nakręcić ci film na urodziny? Pomysł już jest. Written, directed,photographed, casted, edited, produced by…

Obejrzałem kolejny odcinek Lie To me*, pierwszy odcinek psyhc, który nie był aż taki jak mówił Chuck – filmowiec, Polska to nie Ameryka. Nadrobiłem sobie zaległości z filmów przestanych podczas KFFu, do tego jeszcze trochę zakupów Audiowizualnych, może znowu się rozkręci wystarczy tylko żeby zwiększyło się to co wpada mi co miesiąc.

Zgubiłem gdzieś bluetooth do mojego komputera, może wiesz gdzie jest?

Kupiłem sobie Hanutę, bo dawno nie jadłem, a tam w środku kebab (wersja kolekcjonerska WM 2010) .

A teraz Fritz Lang Sunday ciąg dalszy.

04:44

Od pewnego czasu po głowie chodzi mi jedna rzecz, pomyślałem więc, że jak to napisze, to jak w jakichś tam wierzeniach, jakichś tam grup ludzi, przestanę o tym myśleć.

Zastanawiam się jak skur*wiałym trzeba być, ażeby w tak kur*ewski sposób próbować wyłgać się z co niektórych rzeczy, licząc przy tym, że się uda i nikt się nie zorientuje łykając przy tym naszą “prawdę”. Nie wiem czy to wynik prania mózgu jakie twoja ówczesna, pewnie może nawet obecna (a może już była) firma robi swoim pracownikom, czy może otoczenie, w którym żyjesz jest temu winne, choć każdy odpowiada sam za siebie, więc każda próba tłumaczenia byłaby tym o czym pisałem kilka linijek przedtem. Obawiam się, że weszło ci w krew wychodzenie z każdej sytuacji z błyszczącym “uśmiechem colgejt” choćbyś nawet przeżuła przed chwilą tonę najbardziej śmierdzącego i wchodzącego miedzy zęby gó*wna. Może kiedyś ciągnąc kreski ze zniszczonych i pokurczonych od twardych narko fallusów swoich kolegów po fachu (bądź tez swoich “kolegów”) opamiętasz się i pomyślisz, co ja kur*wa robię? – wątpię (ahh!). Jak na razie zamiast myśleć przychodzi ci opierdolić garść tabletek “własnej produkcji” przed snem. Może innych (chociaż pewnie nie wszystkich) ale siebie nie oszukasz. I jak tu ku*rwa wierzyć w ludzi.

Szkoda, że nie  rzuciłem ci tego chociażby w postaci SMSa.

I właśnie przez taki szyt, słyszę czasem przez ścianę budzik sąsiada co wstaje @4AM.

Mam nadzieję, że jak następnym razem się zerwę to napisze taki LM, że będzie mnie chciał zatrudnić każdy.