Krewetki

Ta ostatnia niedziela i ten kolejny film F. Langa – Ministry of  fear.  Świetny film noir, w którym nasz bohater, zwolennik eutanazji (już w 1944 poruszano ten temat proszę państwa), po odbyciu niezasłużonej kary w zakładzie wyrusza tam, gdzie od jakiegoś czasu wyrusza wielu Polaków, czyli do Londynu. A w Londynie i po drodze wiele ciekawych przygód go czeka, w końcu spotyka panią Hilfe, która okazuje się być bardzo pomocną. Akcja filmu umiejscowiona jest w czasie II wojny światowej, naziści non stop bombardują Londyn, a bombardowania i pozostała cześć wojennych realiów dodają filmowi niepowtarzalnego klimatu, klimatu przyprawionego sporą szczyptą suspensu.

Chyba każdy ma w sobie małego chłopca, mój ujawnił się podczas oglądania District 9 i strasznie siebie i mnie tym filmem zafascynował (i chciał teraz napisać zajarał) . Pomysł, akcja, efekty, muzyka, forma – wszystko znakomite, no chyba że nie lubisz krewetek.

This slideshow requires JavaScript.

Advertisements

Mean Machine / L(C)F / FL

Nocny, mocny przypływ alkoholu do żył powoduje u niektórych zaćmienie na dzień drugi, zanim się obejrzysz sprzedajesz przynętę dla  chińczyka za dolara i butelkę sake. Możesz jeszcze uratować swoją dziewczynę przed odpłynięciem z przypływem morskiej wody. Niestety masz kumpla pasożyta, który wkręca ci różne bajki i bierze za to kasę. Niewymieniony w czołówce F. Lang, po raz kolejny w niedzielę (15.08).

Ta ostatnia niedziela to także podwójny Lucio Fulci, Duch sodomy – B-klasowe naziploitation z krainy pizzy. Jak to powiedział jeden z bohaterów filmu – this is good for some b-class shit. Chociaż pomysł na film niczego sobie.  Drugi film spod reki Lucjana – Czarny Kot – trochę lepszy producencko i chyba bardziej pokręcony, już wiadomo skąd się wziął Cat in the Brain.

Na koniec został jeszcze Aldrich, u którego burt Reynolds bez wąsów. Jeden z lepszych więzienno – sportowych filmów jakie powstały.

This slideshow requires JavaScript.

The Return of F.

Zanim S. Fuller i A. Dominik zrobili swoje film bazujące na legendzie J.J. Fritz Lang zrobił film o tym co stało się po śmierci J.J. Klasyczny western, posiadający już elementy filmu sądowego (czyli to co próbują uzyskać autorzy A.M. Wesołows*kiej a im się nie udaje).  Studyjne plenery kojarzące mi się z filmami martial arts z Shaw Bros. oraz gwiazdorska obsada nadają filmowi specyficznego klimatu. Fritz Lang powraca na mój mikroskopijny ekran – tym razem zamiast niedzieli w środę.

Day 8 – Submarino – historia dobrze opowiedziana

Czy na przyszłej edycji festiwalu Dwa Brzegi będzie specjalne pasmo filmów skandynawskich? Być może, bo pochodzących ze Skandynawii produkcji na festiwalu było dużo, choć będąc dokładnym można powiedzieć, że już na tej edycji mieliśmy do czynienia z oddzielnym blokiem filmów z krainy wikingów. Mowa oczywiście o retrospektywie C. T. Dreyera. Trzeba więc bardziej sprecyzować pytanie: Czy na przyszłej edycji festiwalu będzie specjalne pasmo poświęcone nowemu kinu skandynawskiemu? Być może, bo w miarę świeżych filmów skandynawskich na czwartej edycji Dwóch Brzegów było kilka, wśród nich znalazło się też znakomite Submarino. Zimna, twarda i opowiedziana z boleśnie porażającym realizmem, historia dwóch braci, którzy mieli, delikatnie mówiąc, niewesołe dzieciństwo. Jak to w przypadku istot ludzkich bywa, wydarzenia z dzieciństwa potrafią odcisnąć swoje piętno na pozostałym okresie życia człowieka. Bardzo mocny film przekazujący wiele brutalnych prawd o życiu. Po prostu bardzo dobrze opowiedziana historia.

Ostatni dla mnie film festiwalu: When You’re Strange, jest historią The Doors (według tłumaczenia tytułu jakie popełnił dystrybutor, historią nieopowiedzianą). Historią, która jest opowiedziana za pomocą niepublikowanych dotąd, odnalezionych w czeluściach przeróżnych archiwów, materiałów audiowizualnych. Ulubionym fragmentem dla mnie jest wywiad z zespołem kiedy każdy z członków grupy podchodzi do kamery i odpowiada na pytania: Jak się nazywasz? Jaki jest twój zawód? Zgadnijcie co powiedział Jim Morrison. Niestety takich sympatycznych materiałów już w dalszej części When You’re Strange nie odnajdziemy. Po filmie pozostało mi postawić sobie tylko jedno pytanie, czyj jest ten film? Czy to film The Doorsów, a ktoś to tylko poskładał i zmontował w całość, dokładając narracje w wykonaniu J. D*eepa ? Czy może jest to faktycznie film  Toma DiCil*lo. Bo jeśli masz gotowy materiał to film przecież robi się sam?

This slideshow requires JavaScript.

Day 7 – Pod kloszem autobiograficznego surrealizmu

Co mają wspólnego ze sobą Jonas Meka*s, manga, której tematem jest żona rysownika, oraz Kazimierz Dolny ? Otóż łączy je osoba Tsubo*ty Yushif*umiego będącego autorem premierowo pokazywanego na Dwóch Brzegach filmu Miyoko (Miyoko Asagaya kibun). Zainspirowany już na studiach autobiograficzną poniekąd twórczością pochodzącego z Litwy reżysera, Yushifum*i po ciężkich poszukiwaniach odpowiedniego materiału na swój film trafia wreszcie na Miyoko i autora komiksów Shinichiego Ab*e. Niedokładnym i niepoprawnym byłoby stwierdzenie, że Miyoko Asagaya kibun to tylko kolejna  ekranizacja japońskiego komiksu. Autor filmu ukazuje także kulisy i okoliczności powstawania mangi. Shinichi Abe całymi dniami i nocami ślęczał nad kartką i rysował sceny z życia swojej żony, a co za tym idzie sceny także  z życia własnego. Fabularna filmowa wersja Miyoko jest nie tylko zwykłym odwzorowaniem samej mangi ale także próbą pokazania widzowi tego czego w drukowanej wersji komiksu na pierwszy rzut oka nie widać. Chociaż materiału starczyłoby na film o długości dorównującej najdłuższym filmom Mek*asa, to Yus*hifumi postanowił zamknąć się w około 90 minutach. Czy wystarczyło to aby dokładnie pokazać wszystko to, co miało związek z powstawaniem komiksu oraz z tym co odgrywało się wewnątrz duszy i umysłu rysownika? Na pewno otrzymaliśmy tego ogólny zarys. Zarys, w którym możemy zobaczyć kilka surrealistycznych scen i zarys, który jest zmontowany w taki sposób, że ma się wrażenie jakby przeskakiwało się wzrokiem po planszach komiksu lub ich fragmentach.

cdn…

Ciąg dalszy następuje…

Chantrapas,  przezabawny, sympatyczny i miejscami ironiczny obraz, o tym jak robić własne filmy bez cudzej ingerencji. Jeśli chcesz zrobić film w Gruzji na przełomie lat 50tych i 60tych to swoje łapska w twoim filmie na pewno maczać będzie chciała cenzura, i będą próbować znaleźć kogoś z doświadczeniem do wykonania montażu filmu. Jeżeli wyjedziesz i spróbujesz szczęścia we Francji, to po skończonych zdjęciach, któryś z producentów z chęcią zajmie się montażem, by z twojego niezależnego filmu zrobić prawdziwy hit za pomocą kilku cięć taśmy. Lecz nie tylko to czeka wewnątrz Chantrapas, zarówno gruzińska jak i francuska część filmu jest pełna przezabawnych, prześmiewczych wręcz scen, z których każda może być oddzielnym znakomitym komediowym skeczem. Autobiograficzna reżyserska nuta oraz flashbacki z przeszłości dodają tylko uroku całemu filmowi. No i ta Syrenka na koniec (pozdrowienia od (czarnoskórej) Arielki hihihi).

Koty to przerażające  i mordercze bestie, samoloty są małe i raz na jakiś czas spadają na trawnik podwórka, nieduże żółte kwiatki to zombi, a bardzo jasne światło to cip*a. Kiedy wyrośnie ci kieł, jesteś gotowym, by móc uczyć się prowadzić samochód, gdy twój kieł już ci wypadnie możesz wreszcie opuścić rodzinny dom. Jeśli tego mało, to niebawem mama urodzi dwójkę rodzeństwa i psa. Tak wygląda fragment rzeczywistości trójki rodzeństwa wychowywanego “pod kloszem” z dala od wszelkiego wpływu z zewnątrz (z wyjątkiem wcześniej wymienionych samolotów). Trzeba przyznać, że wyczyny i zasady postępowania filmowej rodziny z Kła są nietypowe, dewiacyjne a momentami wręcz perwersyjne. Giorgos La*nthimos, za pomocą satyrycznych, groteskowych i brutalnych scen chciał pokazać jak małą jest granica między uporządkowaniem i zasadami, a totalnym chaosem. Przyznać trzeba, że zrobił to w bardzo nietypowy, oryginalny i trudny do przyswojenia przez niektórych sposób. Dwie rzeczy zarówno w filmie jak i w rzeczywistości pozostają niezmienne. Po pierwsze nie da się nikogo uchronić od wpływów z zewnątrz i zawsze znajdzie się jakaś luka, którą rzeczywistość wedrze się pod wcześniej wymieniony “klosz”. Po drugie wszystkie dzieci chcą być wcześniej dorosłe i w pełni dojrzałe, w filmie zamiast wcześniej malować się, pić, palić oraz uprawiać seks, starsza córka znajduje sposób na wcześniejsze pozbycie się swojego kła (ooops, spoiler).

This slideshow requires JavaScript.

Miyoko Asagaya kibun

Day 5 – W Zalewie Nowej Berlińskiej Fali

W paryskim porcie lotniczym Orly każdego dnia dzieje się wiele. Ktoś przez nieuwagę gubi płaszcz, przypadkowe spotkanie w hali odlotów przeradza się w otwartą rozmowę, ktoś zostaje zauroczony przypadkowo spotkaną osobą, matka z synem wymieniają się historiami na temat swoich miłosnych przygód, a 9-dniowy noworodek zaraz odbędzie swój pierwszy lot. Jednakże w dobie zamachów terrorystycznych wszystkie loty mogą zostać zawieszone, a pasażerowie będą zmuszeni pójść z torbami do domu.

W swoim szóstym filmie, przedstawicielka “Nowej Berlińskiej Szkoły”, Angela Schanelec przedstawia nam normalność dnia codziennego na jednym z europejskich lotnisk. Nie serwuje nam sensacji za sensacją, oraz nie inscenizuje najbardziej nieprawdopodobnych wydarzeń jakie mogą mieć tam miejsce. Za pomocą kilku rozmów, które mógłby odbyć każdy z nas, oraz za pomocą kilku sytuacji, w których znaleźć mógłby się każdy z nas reżyserka pokazuje nam jakość i mnogość relacji międzyludzkich w jakich znajdują osoby czekające na swój samolot. Osiąga to poprzez, surowe, często mało dynamiczne lecz wyraziste sceny. Na wyróżnienie zasługuje też sposób w jaki film został sfotografowany. W zależności od tego co w danym momencie obserwujemy, operator odpowiednio zwiększa skalę ujęcia i głębię ostrości, co oddaje w pełni lotniskowy klimat filmu.  Nie bez kozery też filmy  “Nowej Berlińskiej Szkoły” porównywane są do filmów francuskiej “Nowej Fali”. “Orly” już od napisów początkowych, aż do listu odczytanego na końcu filmu sam doprasza się o porównanie do pierwszych dzieł Jean-Luc Godarda.

Oskar Roehler powiedział kiedyś, że filmy które wyszły spod reki reprezentantów tzw. “Berlińskiej Szkoły” są szorstkie, powolne i tak na prawdę nic się w nich nie dzieje. Jeśli mamy z tym do czynienia w przypadku filmu “Orly”, będącego odwzorowaniem tylko “cząstki elementarnej” ogółu relacji międzyludzkich zachodzących pośród około 30 milionów pasażerów odprawianych corocznie na Orly, to nie jest to bynajmniej wada.

____________________________________

Norteado – Na północ w poszukiwaniu swojego miejsca. Czasem dążąc do obranego celu po drodze odnajdujemy odpowiednie dla nas miejsce. Czasem będąc już w tym miejscu, dalej, mimo niepowodzeń, uparcie dążymy do obranego przez nas miejsca przeznaczenia. Tak w jednozdaniowej, ogólnikowej pigułce można opisać to z czym możemy spotkać się w filmie Rigoberto Pérezcano. Film podejmuje, wielokrotnie już wałkowany przez twórców filmowych, temat nielegalnych imigrantów z Meksyku do USA. Cztery lata pracy nad filmem nie poszły jednak na marne, a sposób w jaki reżyser podszedł do tematu jest bardzo ciekawy, niecodzienny, a przy tym  łatwy do przyswojenia dla widza. Otóż naszemu protagoniście Andrésowi udaremniono próbę nielegalnego przekroczenia granicy ze Stanami Zjednoczonymi i trafia on do przygranicznej mieściny, gdzie pracuje jako pomocnik w sklepie (chyba spożywczym) i rzeźni. Poznaje tam też dwie kobiety,  z którymi bardzo się zaprzyjaźnia. Uparcie jednak nadal próbuje dostać się do USA. Ostatnia próba na końcu filmu, jest bardzo oryginalna (bo przebiera się za fotel).

Norteado jest filmem bardzo przyjemnym, mimo nie tak bardzo przyjemnego tematu. Muzyka w filmie dawkowana jest bardzo oszczędnie – no chyba, że ktoś wrzuci coś do szafy. Jeśli jesteśmy już przy “zabawie” to muszę pochwalić film za najbardziej oryginalne dwie sceny miłosne jakie widziałem na Dwóch Brzegach. Reżysera cechuje bardzo dobre poczucie humoru i pomysłowość, co można było zaobserwować też podczas Q&A po seansie.

I jeszcze Millhav*en  Pod Srebrną Gwiazdą, ta animacja po prostu wymiata.

This slideshow requires JavaScript.

Jutro dzień 6ty festiwalu, który jest dla mnie dniem przerwy od pokazów filmowych i Kazimierza D. – jak ktoś kiedyś powiedział “Kto nie robi przerwy ten szybko traci nerwy”.

Dziś zaobserwowałem, że w miasteczku festiwalowym zmienił się stosunek liczby damskich toalet przenośnych do męskich. Ponieważ po filmie “ciśnienie rozpierd*alało mi kieszenie” skorzystałem niechcący z toalety przenośnej dla osób niepełnosprawnych – przepraszam. Przepraszam bo ta pani co mi otworzyła drzwi jak byłem w trakcie, też mnie przeprosiła, że niby się nie zamknąłem… Zamknąłem się tylko ona się włamała, i to jeszcze z dzieckiem.

A ty K. chyba mi nie opowiedziałeś najważniejszego – mianowicie spotkanie z prawnikiem. Mam nadzieję, że rezultatami się pochwalisz chociaż, co?

…ty weź idź już spać.  Nie pójdę bo w moim pokoju jest remontowy rozpierdol i mam pełno wszystkiego w nim. Mam też salonowy telewizor, na którym obejrzałem dziś kolejny epizod Lie to me* a teraz na dobranoc może The  Pacific.

Day 4

Der Räuber film Benjamina Heisenberga opowiada prawdziwą historię Johanna Rettenbergera, faceta który oprócz semi-profi biegania miał jeszcze jedno hobby, w którego pielęgnowaniu pomogło mu wcześniej już wspomniane bieganie, mianowicie okradał państwowe banki. Podobnie jak nasz główny bohater, film biegnie momentami bardzo szybko. Znakomity montaż połączony ze wspaniale nakręconymi scenami “w biegu”, do których podłożona jest trafnie dobrana muzyka, dają faktycznie uczucie, że biegnie się z zawrotną prędkością i morderczym tempem podczas którego aż braknie tchu. Na szczęście są jeszcze sceny bardziej statyczne, w trakcie których ktoś może podać nam tlen.

7 razy w dół, osiem razy w górę. Czy ten świąt jest zły czy ty? – To pytanie pewnie nie raz zadawali sobie bohaterowie, reżyserskiego debiutu Xabi Molii. Bo jeśli nie potrafisz znaleźć pracy, zapłacić za mieszkanie i utrzymać się samodzielnie, to jesteś zły i nieodpowiedni dla tego świata, pozostaje ci tylko zamieszkać w lesie. Jeśli jednak świat nie potrafi dać ci takich rzeczy jak praca i niezbędne do życia środki, to on jest zły i nieodpowiedni dla ciebie,  pozostaje ci tylko zamieszkać w lesie. Nasuwa się tu jeszcze jedno pytanie, czy ten świat zmienia ciebie czy ty zmieniasz ten świat? Do ośmiu razy sztuka nie jest filmem doskonałym, nie jest tez filmem złym, całkiem przyjemne kino, skonstruowane tak, ażeby widz cały czas spodziewał się i oczekiwał happy-endu, który wreszcie powinien nastąpić i być może nawet następuje.

I zbaw nas panie ode złego, artystyczna lekko pokręcona wariacja filmowa na temat winy, kary i sprawiedliwego osądu. Film bardzo kojarzy się mi ze Straw Dogs Peckinpah’a, oraz z tymi kilkoma filmami gdzie najpierw mamy cytat z Biblii lub modlitwę a potem padają strzały. Kilka bardzo mocnych scen, kilka scen bardzo groteskowych, które prawie mnie rozbawiły. Bardzo ciekawie wprowadzono też do filmu narrację. Nie powiedziałbym, że to masterpiece, ale jest to na pewno nice piece.

This slideshow requires JavaScript.