Day 5 – W Zalewie Nowej Berlińskiej Fali

W paryskim porcie lotniczym Orly każdego dnia dzieje się wiele. Ktoś przez nieuwagę gubi płaszcz, przypadkowe spotkanie w hali odlotów przeradza się w otwartą rozmowę, ktoś zostaje zauroczony przypadkowo spotkaną osobą, matka z synem wymieniają się historiami na temat swoich miłosnych przygód, a 9-dniowy noworodek zaraz odbędzie swój pierwszy lot. Jednakże w dobie zamachów terrorystycznych wszystkie loty mogą zostać zawieszone, a pasażerowie będą zmuszeni pójść z torbami do domu.

W swoim szóstym filmie, przedstawicielka “Nowej Berlińskiej Szkoły”, Angela Schanelec przedstawia nam normalność dnia codziennego na jednym z europejskich lotnisk. Nie serwuje nam sensacji za sensacją, oraz nie inscenizuje najbardziej nieprawdopodobnych wydarzeń jakie mogą mieć tam miejsce. Za pomocą kilku rozmów, które mógłby odbyć każdy z nas, oraz za pomocą kilku sytuacji, w których znaleźć mógłby się każdy z nas reżyserka pokazuje nam jakość i mnogość relacji międzyludzkich w jakich znajdują osoby czekające na swój samolot. Osiąga to poprzez, surowe, często mało dynamiczne lecz wyraziste sceny. Na wyróżnienie zasługuje też sposób w jaki film został sfotografowany. W zależności od tego co w danym momencie obserwujemy, operator odpowiednio zwiększa skalę ujęcia i głębię ostrości, co oddaje w pełni lotniskowy klimat filmu.  Nie bez kozery też filmy  “Nowej Berlińskiej Szkoły” porównywane są do filmów francuskiej “Nowej Fali”. “Orly” już od napisów początkowych, aż do listu odczytanego na końcu filmu sam doprasza się o porównanie do pierwszych dzieł Jean-Luc Godarda.

Oskar Roehler powiedział kiedyś, że filmy które wyszły spod reki reprezentantów tzw. “Berlińskiej Szkoły” są szorstkie, powolne i tak na prawdę nic się w nich nie dzieje. Jeśli mamy z tym do czynienia w przypadku filmu “Orly”, będącego odwzorowaniem tylko “cząstki elementarnej” ogółu relacji międzyludzkich zachodzących pośród około 30 milionów pasażerów odprawianych corocznie na Orly, to nie jest to bynajmniej wada.

____________________________________

Norteado – Na północ w poszukiwaniu swojego miejsca. Czasem dążąc do obranego celu po drodze odnajdujemy odpowiednie dla nas miejsce. Czasem będąc już w tym miejscu, dalej, mimo niepowodzeń, uparcie dążymy do obranego przez nas miejsca przeznaczenia. Tak w jednozdaniowej, ogólnikowej pigułce można opisać to z czym możemy spotkać się w filmie Rigoberto Pérezcano. Film podejmuje, wielokrotnie już wałkowany przez twórców filmowych, temat nielegalnych imigrantów z Meksyku do USA. Cztery lata pracy nad filmem nie poszły jednak na marne, a sposób w jaki reżyser podszedł do tematu jest bardzo ciekawy, niecodzienny, a przy tym  łatwy do przyswojenia dla widza. Otóż naszemu protagoniście Andrésowi udaremniono próbę nielegalnego przekroczenia granicy ze Stanami Zjednoczonymi i trafia on do przygranicznej mieściny, gdzie pracuje jako pomocnik w sklepie (chyba spożywczym) i rzeźni. Poznaje tam też dwie kobiety,  z którymi bardzo się zaprzyjaźnia. Uparcie jednak nadal próbuje dostać się do USA. Ostatnia próba na końcu filmu, jest bardzo oryginalna (bo przebiera się za fotel).

Norteado jest filmem bardzo przyjemnym, mimo nie tak bardzo przyjemnego tematu. Muzyka w filmie dawkowana jest bardzo oszczędnie – no chyba, że ktoś wrzuci coś do szafy. Jeśli jesteśmy już przy “zabawie” to muszę pochwalić film za najbardziej oryginalne dwie sceny miłosne jakie widziałem na Dwóch Brzegach. Reżysera cechuje bardzo dobre poczucie humoru i pomysłowość, co można było zaobserwować też podczas Q&A po seansie.

I jeszcze Millhav*en  Pod Srebrną Gwiazdą, ta animacja po prostu wymiata.

This slideshow requires JavaScript.

Jutro dzień 6ty festiwalu, który jest dla mnie dniem przerwy od pokazów filmowych i Kazimierza D. – jak ktoś kiedyś powiedział “Kto nie robi przerwy ten szybko traci nerwy”.

Dziś zaobserwowałem, że w miasteczku festiwalowym zmienił się stosunek liczby damskich toalet przenośnych do męskich. Ponieważ po filmie “ciśnienie rozpierd*alało mi kieszenie” skorzystałem niechcący z toalety przenośnej dla osób niepełnosprawnych – przepraszam. Przepraszam bo ta pani co mi otworzyła drzwi jak byłem w trakcie, też mnie przeprosiła, że niby się nie zamknąłem… Zamknąłem się tylko ona się włamała, i to jeszcze z dzieckiem.

A ty K. chyba mi nie opowiedziałeś najważniejszego – mianowicie spotkanie z prawnikiem. Mam nadzieję, że rezultatami się pochwalisz chociaż, co?

…ty weź idź już spać.  Nie pójdę bo w moim pokoju jest remontowy rozpierdol i mam pełno wszystkiego w nim. Mam też salonowy telewizor, na którym obejrzałem dziś kolejny epizod Lie to me* a teraz na dobranoc może The  Pacific.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Google photo

You are commenting using your Google account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s