25

Wczorajsze 25 filmów…

…krótkometrażowych

 

Advertisements

Informers

Kolejna ekranizacja książki B.E.E. trochę inna niż Rules of… i może sam materiał był mniej hardkorowy, niż w przypadku Odlotów godowych, które to kończyłem czytać w zeszły sylwester. Jeśli chodzi o sam film, można powiedzieć, że złym filmem nie jest, nie wgniata też w fotel, ale ogólnie wypada dobrze 5,6 /10. Tylko czemu wszyscy nosili nowe Wayfarery ?

The Hoarding thing

Kiedyś w 304a, na 14″ TV oglądaliśmy reportaż na TVPinfo, wtedy chyba jeszcze TVP3, jak pewną panią eksmitowała straż miejska, drzwi blokowały śmieci, a po ścianie biegały karaluchy…

Teraz w dwóch amerykańskich stacjach lecą dwa konkurencyjne reality-show, choć może to Doku-soap, na pewno to programy telewizyjne traktujące temat disposophobii. Kompulsywne zbieractwo zdobyło popularność, na tyle by w jednym tygodniu temat podjęły dwa seriale. Najpierw w zeszłą środę na Comedy Central poleciał odcinek South Parku “Insheeption”, potem w czwartek wieczorem (czasu amerykańskiego) poleciał premierowy odcinek CSI, w którym to pani będąca hoarderką poziomu piątego zapomniała o swojej nieżywej córce. Na szczęście The Big Bang Theory nie poszło też w sukurs wszystkim fanom seriali będącym kandydatami na kompulsywnych zbieraczy.

Kiedyś w 307 widziałem porozwalane pudełka po pizzy, hoarding level 1?

Sobota – Poniedziałek

Czym by była niedziela bez F. Langa ? Kolejną zwykła niedzielą, ale po kolei…

Sobota zaczęła się od animacji M. Oshii’ego, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Lotnicy stacjonowali przez pewien czas gdzieś w Polsce, podejrzewam Warszawę bo czerwone tramwaje i jeszcze parę rzeczy wskazujących na to było (choć niekoniecznie to WWA). Trochę mi ten film przypominał Only angels have wings z Jean Arthur, ale tylko odrobinę. Druga w sobotniej kolejce była trzecia cześć trylogii Millenium, czyli Luftslottet som sprängdes, całkiem całkiem. Na koniec lipiec w październiku, czyli Im Juli z jak zawsze wiernym M. Bleibtreu. Bardzo fajne aktorki.

Niedziela zaczęła się od The Blue Gardenia, w której Nat King Cole przygrywał na kibordzie, a Anne Baxter odrobinę za dużo wypiła (był już podobny patent u F. Langa tylko, że nad morzem – co prawda duszenie to nie to samo co pogrzebacz w głowie, ale…). Potem już tylko Krótko i bezboleśnie zabił mnie Full time Killer.

Poniedziałek zakończyłem razem z NY I LUV U, choć bardziej przypadło mi do gustu Paris je t’aime. Najciekawsze story to epizod ze studniówką, historia z zielarką też fajna.

 

This slideshow requires JavaScript.

Śmiertelnie proste

Ponieważ miałem jeszcze w zanadrzu jeden film wykonany przez A. Aja, obejrzałem go dzień po Piranii 3D. Kilka krwawych scen graficznej przemocy i rozwiązanie akcji a’la Fight club z dodatkiem niespełnionej lesbijskiej miłości.

Nadrabiam też zaległości  z filmografii Coenów. Blood simple is a nice simple movie.

This slideshow requires JavaScript.