They just fuck*ed with the wrong Mexican

Cheech Marin, Don Johnson, Danny Trejo, Jessica Alba to nie obsada odcinka Nasha Bridgesa tylko część obsady długo oczekiwanej/oczekiwanego Maczety R. Rodrigu*eza. Wygląda na to, że twórcy kina neo-exploitation znaleźli dobrą receptę na film – dużo znanych dobrych aktorów z dorobkiem, oraz te wszystkie exploitable elements, które były już w czasach Grindhouse-ów podkręcone za pomocą CGI i wyższego budżetu. Sprawdziło się to już w Piranii 3D. W przypadku Machete, jest jednak lepiej bo film nie jest taki nudny jak krwiożercze rybki w 3d (oczywiście pomijając scenę masakry na plaży).  Jak na film, który rozpoczął się od trailera przed wspólnym projektem Ta*rantino i Rodri*gueza, Machete jest bardzo przyzwoity. Chyba, że to było tak, że film był już nakręcony przed trailerem ? ^^

Na dokładkę Fright Night, po którym przyśniła mi się koleżanka pozująca na wampira i tłumacząca tym wszystko, ale w końcu powiedziała mi, że widzę wszędzie dobro …

… i się obudziłem.

We Fright Night była też młoda sąsiadka Ala Bundyego.

Advertisements

Biedronki nie latają?

Lubię przemierzać Polskę wzdłuż i wszerz z wyrobami cukierniczymi na kokpicie. Zaczęło się od tego, że było interwiu dla RA. Przed tym jednak trzeba było sobie zrobić zdjęcie pokazujące proporcjonalność sylwetki do wagi, próby i pierwsza wersja produktu spotkały się z wesołą reakcja jury oceniającego. Na szczęście miałem czas i zrobiłem ponownie. Pozostało tylko przejść rekrutację, o dziwo dużo osób odpadło na teście z angielskiego, why o why. Po rekrutacji odpoczynek, a rano odbieram przybysza z za morza. Wesoły obiad w melinie u babci, chociaż mogłaby być  większa melina jeśli chodzi o dania dnia. Potem w drodze jak to w drodze – wesoło. Godzinkę odpoczynku w pięknym mieście z różowym mostem i  w trasę – krokiety pierwsza klasa. Jadę i Łódź ode mnie czuć, Kalisz w ch*ja walisz… i po prawie 6ciu godzinach za kokpitem przyozdobionym cukierniczym surowcem wtórnym, wróciłem. Wyprawa udana. Prawie kilo kilometrów w jeden dzień, a ponad kilo od czwartku, thank you my F13.

Nie wiem dlaczego, ale pojechałem na spotkanie do biura translacji. Chciałem pewnie zobaczyć co tam dla mnie mieć będą. Mieli wesołą rozmowę, chociaż wrażenie u mnie powstało takie, że to jednak nie ja jestem ich gwiazdą castingu i to nie ja wygram w finale. Okaże się, być może jutro.

Najgorzej się ku*rwa w końcu zdecydować, zaryzykować męczarnie przez rok (mówię o części naziemnej), czy może stać się częścią Staw i szybko zasłużyć na pełne członkostwo? Czyli latająca biedronka kontra przyziemne STAWki. What?

A na koniec wieczoru, wiśniowy lizak nimm2 + Cruz de Malta.

Wyjśie przez sklep z pamiątkami

Nathalie, Piekło, Niebo, Wyjście przez sklep z pamiątkami. Dwa filmy z udziałem E. Beart (większym bądź mniejszym), ucieczka helikopterem, a na koniec najbardziej streetartowy film katastroficzny jaki widziałem 😉

Przedświąteczna japońszczyzna

Jak chcesz pracować na torebeczki i sushi to proszę bardzo, ja wolę czerwone piwonie i suzuki.

There is cool, cooler and then the Red Peony Gambler. The style she cuts is even sharper than the short sword she uses to discourage her enemies. – True, chociaż Lady Snowblood to to nie jest.

Kojak jako kozak – Dödsexpressen

Pohalloweenowe pozostałości

Flesh 4 Frankenstein, Blood 4 Dracula, movies 4 me

Z 7 zaplanowanych na Halloweenowy wieczór filmów, wcisnąłem tylko 4 ( to i tak więcej niż połowa).

Dwa filmy P. Morrisseya z niesamowitymi występami Udo Kier’a, nie dość że mnie rozbawiły to nawet mnie wcale nie wynudziły. The blood of these whor*es is killing me, I just want my coffin back. Frankenstein w wersji Warholowskiej zaskoczył efektami specjalnymi i rekwizytami.

What’s in the basket? Frank Henenlotter ma fantazję i wiklinowy koszyk, w drugiej części koszyka już nie jest tak jak w pierwszej, w trzeciej jest bardziej familijnie, ale po drugim koszyku trzeciego nie chciałem już oglądać.

 

 

 

This slideshow requires JavaScript.