1000 oczu…

Pierwszy po powrocie do Niemiec i niestety ostatni w karierze film Fritza Langa – Die 1000 Augen des Dr. Mabuse – zrobił na mnie na prawdę duże wrażenie. Co prawda temat przerabiany już dwa razy przez samego F.L. ale tutaj mamy tylko szczątkowe nawiązania do samej osoby Dr. Mabuse.  Pojawia się też wątek nazistowski, a dokładniej mówiąc ponazistowskie pozostałości. Film godny uwagi.  Z filmografii F. L. zostało mi jeszcze kilka, więc to na pewno nie ostatnia niedziela z Fritzem.

W sobotę obejrzałem wreszcie do końca Ipman II, ciąg dalszy historii nauczyciela B. Lee, przyprawiony porządną porcją wire-fu – co nie każdemu może się podobać (mnie momentami średnio) – i zakończony pojawieniem się młodego szczypiora. Co jak co, ale chińskie produkcje potrafią być kur*wa czasami fragmentarycznie  strasznie kiczowate.

W ten powyjazdowy weekend, obejrzałem jeszcze Lesbian Vampire Killers – porównywalne do Shawn of the dead – choć tematyka trochę inna.

This slideshow requires JavaScript.

ZDiTM zaskakuje mnie

Gdy po ponad ośmiu godzinach wysiadłem z TLK na PKP przyszła pora by wsiąść w ZDiTM, nadszedł czas by kupić bilet komunikacji miejskiej, szukam automatu, szukam, bo chcę sobie kupić bilet całodobowy… Niestety to nie KRK, więc znalazłem tylko stary żółty automat na bilon. Na domiar złego w autobusach i tramwajach automatów za dużo nie ma, a jeśli już są to tylko na bilon…

Autobusy od A do F, przyśpieszone, na szczęście dobre imię Szczecina uratował kiosk, w którym można było kupić bilet całodobowy (co w KRK jest rzadkością).  Nocleg w cenie lekko wygórowanej moim zdaniem, jak za standard robotniczy. Dbając o komfort swoich gości “hotel” udostępnia internet w cenie 8 pln za dobę – śmiech na sali. Na szczęście w pokojach o podwyższonym standardzie internet jest już wliczony w cenę (moim pokojem był pokój bez podwyższenia).

W Szczecinie Ło*ny nie spotkałem, połaziłem natomiast trochę po centrum, nadal nie wiem co tak słodko pachniało…? Zobaczyłem Zamek, w którym miał odbyć się jakiś dziwny seans, ale się nie odbył z moim udziałem. Zobaczyłem maszt wbity w ziemię niczym dublińska szpila. Punkt kulminacyjny, czyli najważniejsze pół godziny w tym całym ambarasie poszło całkiem dobrze. Teraz tylko nie dać ciała za drugim razem. Osoby w TLK średnio, jeden rzeźnik-wykrawacz-informatyk oraz jeden gość co pracuje sobie w WWa i chwali się, że widział głowę przejechaną przez autobus i oko, które zostało w kloszu reflektora – strasznie działał mi na nerwy, na szczęście szybko wysiadł razem ze swoją publiką…

Druga szybka podróż tego tygodnia, to Syreni Gród, w którym podoba mi się Śródmieście (ale nie jestem z WW*a jak WW*o). Do stolicy wziąłem F.  – szybciej i sprawniej niż publicznym transportem. Po drodze uzupełniłem w niej płyn do spryskiwaczy. Dotarłem na miejsce i jeszcze przed  szkoleniem, chciałem kupić bilet, ale lokal pod Zachęta był jeszcze zamknięty. Na kursie / szkoleniu, nawet interesująco, poznałem tą panią, której napisy często czytam w kinie. Po szkoleniu  powrót S7ką, ale przedtem jeszcze szybko po bilet na PO*E. Na S7 prawie pusto,  zasypało trochę, dzięki czemu spędziłem parę chwil odkopując mój samochód przed odjazdem, za sprawą drogi szybkiego ruchu dotarłem do domu w miarę szybko , oczywiście czyniąc dobro zanim na nią wjechałem.

Muszę jeszcze przypomnieć sobie dlaczego nie lubię… …a już pamiętam.

Sobota, której nie było…

Ed Crane: He told them to look not at the facts, but at the meaning of the facts. Then he said the facts had no meaning.

______________

Sooner or later everyone needs a haircut.

Ja chyba też ; )

Some Box-office-shi*t

Trochę boksofisowych filmów, trochę już zleżałych. Kick-ass ma klimat, prze całe 3 minuty z około 90-ciu, trochę mordobicia, postacie nawet fajne – choć biorąc pod uwagę to, że jest to ekranizacja komiksu… – ujdzie(5/10). J. Carre*y i Ewan McG*regor homoszą się we francuskim filmie, czy ten film byłby inny niż jest gdyby para głównych bohaterów była straight? Spodziewałem się czegoś lepszego…