MMA w teatrze – Berlinale Tag 6

Haywire.

The Venue – Berlinale Palast zostaje corocznie przemieniony z Teatru przy Potsdamer Plazt w centrum wydarzeń festiwalowych. Ponieważ sala ma budowe teatru (bo tak na prawde jest teatrem) to mamy widzów poukładanych na poziomych lożach. Im wyżej tym niewygodniej sie ogląda, dlatego zawsze w takich miejscach wybieram parkiet (wyjdź na parkiet tancuj tancuj). Niestety system rezerwacji wybrał za mnie mniej pożądane miejsce pod sufitem. Pojemność sali przeogromna.

The movie – trailer filmu obiecuje nam dynamiczne, mocne sceny walki i gwiazdorską obsadę. Sceny wali dostajemy takie jakich się spodziewamy – mocne, szybkie, powalające. Dostajemy też w filmie gwiazdorską obsadę – fajnie jest na przykład zobaczyć jak M. Fassbender dostaje wciry i walczy. Jednakże prócz tego film nie ma nam nic dodatkowego do zaoferowania. Momentami miałem wrażenie, że oglądam film w stylu “Nude nuns with big guns” , były też chwile kiedy kleiły mi się oczy, były też  takie momenty że miałem odczucia jakbym ogladał Seagal-o-exploitation. Storyline w filmie żadna.

Spodziewałem się po tym filmie znakomitego kina akcji, w którym jak za starych dobrych czasów gwiazdy grają drugoplanowe role, a główną bohaterkę gra mało znana, ale za to znakomita aktorka.

Dostałem dobre sceny walki z przerwami na słabe dialogi i zwlaniającą tempo filmy story line. Poszczególne elementy filmu były świetne, niestety Haywire zawodzi zupełnie jako całość.