zwęglony wurszt…

przez okno dolatuje zapach smażonego mięcha i darcie mordy, zwane też niekiedy śpiewaniem – studenty grille palą, więc wszytko jasne. Obejrzałem 5ty i 6ty epizod Pitbulla, a tam bolec robi za wtyczkę, Rozati zapisała sie do szkoły wizażu, Gebels nie czai za bardzo po angielsku, policjanci kupują na dworcu pasażerom kanapki i kole za swoje pieniądze i inne historie. Siedzę i męczę na deviancie ślubne. Przez telefon zostałem lekko zdisowany (chyba słusznie), a przez gg zostałem spropsowany (taki opisowy koncert życzeń). Deadline coraz bliżej, dokładnie za 15.

Buddha’s Palm

Festiwal trwa, nadchodzą dwa dni kulminacyjne, dziś spotkanie z reżyserem – aktorem – człowiekiem filmu, mądrzę mówi i mądrze robi. Oby takich więcej, choć z przykrością stwierdzam, że w Polsce co raz mniej ich, przynajmniej tych, o których się słyszy (promocja głupoty ?). Fotostory zrobiłem, właśnie się woła, jutro zobaczę co stworzyłem, trochę się boję, ale na pewno będzie lepiej niż w przypadku mojej relacji z honorowego przypadku. Potem film w eMDeKa. Każdemu dużemu wydarzeniu towarzyszy jakieś małe, w przypadku tego tygodniowego iwentu, też tak jest. Małe wydarzenie w tym przypadku znakomicie pomyślane. (kto chce więcej na temat to doczyta-poczyta).
Miało być dziś VoIP, ale nie wyszło, pewnie z powodu niedyspozycji, zdrowiej zatem. Odzyskałem zagubione i pozostawione w bezpiecznym miejscu rzeczy, choć bezpieczne miejsce nie wiedziało do końca, że te rzeczy wszystkie ma. Muszę jeszcze skomponować list elektroniczny, jutro rano go na sucho (nie jak myjka) przeczytać i posłać do odpowiedniej instytucji – osoby.

Odliczanie trwa 21 do deadline.