Flaming Star

We have Navajo – Burt Reynolds in Navajo Joe

We have Apache- Burt Lancaster in The Apache

and we have our third Hollywood-Indian:

Half breed  Kiowa – Elvis in The Flaming Star.

The movie itself is a good quality Don Siegel western with songs, shooting, stampede and stabbing (interracial love affair included).

however it’s far away form Rio Bravo.

 

1960_film_flaming_star_poster

 

 

Advertisements

Mean Machine / L(C)F / FL

Nocny, mocny przypływ alkoholu do żył powoduje u niektórych zaćmienie na dzień drugi, zanim się obejrzysz sprzedajesz przynętę dla  chińczyka za dolara i butelkę sake. Możesz jeszcze uratować swoją dziewczynę przed odpłynięciem z przypływem morskiej wody. Niestety masz kumpla pasożyta, który wkręca ci różne bajki i bierze za to kasę. Niewymieniony w czołówce F. Lang, po raz kolejny w niedzielę (15.08).

Ta ostatnia niedziela to także podwójny Lucio Fulci, Duch sodomy – B-klasowe naziploitation z krainy pizzy. Jak to powiedział jeden z bohaterów filmu – this is good for some b-class shit. Chociaż pomysł na film niczego sobie.  Drugi film spod reki Lucjana – Czarny Kot – trochę lepszy producencko i chyba bardziej pokręcony, już wiadomo skąd się wziął Cat in the Brain.

Na koniec został jeszcze Aldrich, u którego burt Reynolds bez wąsów. Jeden z lepszych więzienno – sportowych filmów jakie powstały.

This slideshow requires JavaScript.

Boogie nights

Nie lubię Marki Marka jako aktora, ale muszę przyznać, że w Boogie Nights się postarał. Nawet abstrahując od tematyki i od tego że czasem rozmiar się liczy, to jest to całkiem dobry film.

Niestety już w Zdarzeniu, które oglądałem na 5 razy, bo za każdym razem zasypiałem, już tak dobrze Markowi Mareckiemu nie poszło. Ten film obejrzałem tylko ze względu na Zooey D.

Dooglądałem też Blindness i zobaczyłem Unmade Beds z 1997.

Ciemna strona słońca

darkofthesun Samuelf Shark

park row

dETDSIES

kolejna pracująca niedziela…

będąc w kofeinowo-alko szoku, dostawszy kilkugodzinnej zapaści oddechowej, nie mogąc spać i nie nadając się do pisania, postanowiłem obejrzeć:

Sergio Leone, super, mnóstwo widowiskowych wybuchów i dużo grupowych scen, wszystko oczywiście bez użycia komputera. Burt Reynolds jako Navajo Joe, trochę mi kojarzył sie momentami z Pokahontaz, do tego wszystkiego muzyka Ennio Morricone (znajomy temat użyty potem w Kill Billu, no i siekiera w głowie). Czarodziej w miażdżącym kolorze taki sobie. Chciałem obejrzeć Il Mercenario ale nigdzie nie ma napisów, a po włosku to nie za bardzo, jak masz jakieś Subtitles (ENG, DE lub PL ) do tego to podrzuć.