Krakowski quadriquel

4 raz w KRK (ale nie Balice), 3 filmy studyjnie, 2 rozmowy, 2 spotkania z autorem, 1 oferta zatrudnienia, zero umowy o wynajem (a miała już być). Tak w skrócie się przedstawia ostatni małopolski voyage. Mój voyager oczywiście sprawdził się znakomicie, choć muszę zrobić  z nim to co chciałem zrobić od dawna, i wymienić to, co od dawna wożę w bagażniku. W noclegowni pokój nawet spokojny, nie był czerwony jak poprzedni, jednak dało się wytrzymać, mimo wyśmiganego małżeńskiego łoża i braku kuchni, obsługa miła nadrobiła braki sprzętowe – nie ma co za bardzo narzekać. Pierwsza rozmowa w ładnym budynku, gdzie wszystko było ładne. Godzinka i po krzyku, choć nikt głosu nie unosił. Wróciłem do siebie z różnymi uczuciami na temat tego co było. Dzień przerwy przeznaczony na oglądanie, drogie panie, obejrzałem kilka pokoi. Trzeci dzień tygodnia i druga rozmowa, tym razem nie w biurowcu, ale w kamienicy, dostałem zielone światło od zarządu, a mam wrażenie, że do dziś jeszcze nie zmieniło się z pomarańczowego (strzałka w prawo?). Po wszystkim spotkanie z Autorem książki, i wykłado – dyskusja po podpisywaniu książek. Końcowym punktem w zeszłotygodniowym (zależy jaki dzień przyjmujesz za koniec tygodnia -niedziela jeszcze trwa) programie krakowskim było podpisanie umowy wynajmu pokoju, w którym poczułem się jak K. kiedy wszedł do 304, i już wiedział czego chce. Więc mam się z zamiarem dotarcia do mieszkania 5/55 (ładny numer), dzwonię że będę zaraz, on mówi ok. Wchodzę tam i jest problem, bo niby pani lokator wyprowadza się z miesięcznym poślizgiem. Mówię mu taki lajf, tylko że po polsku, trochę bajerki i jak Basia “spierdoliłem” stamtąd, “git majonez”. Na pewno już tam nie wrócę. Z osiedla dzielącego nazwę z kiełbasą z “Misia” dotarłem do F. wsiadłem i 3,2,1,0 start. Jadę, jadę trasą powrotną lecę, przedzierając się przez mgłę jak mleko gęstą, którą trzeba by było rozgarniać rękoma. Na szczęście z pomocą przyszedł mi TIR, akcja Tirze prowadź mnie rzez mgłę. Zamiast 50 na godzinę mogłem dzięki niemu jechać 40km/h więcej. Niestety zjechał  na Kielce i koniec impry, Tiry nigdy ich nie ma jak są potrzebne. Trochę w mleku pojeździłem i mleko opadło albo nie było go już później, whatever. Minąłem jeszcze dwie zapierdal*ające betoniary, jakby miał im beton się w gruszkach ściąć. I dotarłem do WZW.

Tydzień ciekawy, oprócz KRK, jeszcze premiera płytowa, na którą czeka się co roku w okolicach marca. Czekać warto było. Kto dziewczynom wkłada sutki w dziurkę z winyla? ; Jelonek bambi rap to nie hoop kola.

Założyłem wreszcie blogspota, przyda się czasem.

Dostałem kartkę z Maskfy, dzięki, good man.

Mam nowe buty do biegania, trochę twarde, tak biegam w halówkach, takie halaparty, lonsy się zdziurawiły.

Chyba W. ma racje, popełniam typowy męski błąd, czyli przynajmniej dwie na raz. Przynajmniej popełniłem go w tym Przypadku.

Jeśli chodzi  o 3 filmy z kin studyjnych to: Głód – znakomity wizualnie, fabuła kwestia gustu ( zgubiłem bilet z Głodu po  seansie, ale nie zjadłem z głodu). Sherlock Holmes – nawet, nawet, nie przesadzili z CGI, i nie był to Idiotenfilm, ale dobre kino rozrywkowe. Kołysanka – polska komedia o wampirach bez zachlapanego krwią ekranu i przylizanych aktorów z gołą klatą(tak wiem niektórzy lubią), komedia familijna.

Advertisements

Pij mleko, pisz bloga…/ Sam pod palmą*

zamiast zająć się porządkowaniem najważniejszych rzeczy (czytaj MA), wziąłem się za porządkowanie komputera – archiwizacja fot itp… Do tego jeszcze pranie robię, wysyłam mejle, odpisuje na mejle, przy tym szarpie za strunę J.L. Hooker. Dziś jeszcze wybielanie butów, ciekawe czy się uda…

Wczoraj, wuero, szkoła co do której opinię pańska zaczynam z każdą sobotą tam spędzoną podzielać panie Stanisławie. Na szczęście potem czill w K-a (czyli w K-nej, tak naprawdę), niechcący rozdeptałem coś żywego w połowie. Chyba była to jednak ta bardziej żyjąca połowa, bo druga potem już nie żyła. Dzięki za możliwość spędzenia czasu z Wami.

Dziś przyjeżdża pan z Ginesem (och dziękuję nie trzeba było. Bardzo lubię ), przygotowywał będzie się on na jutrzejszą difens, powodzenia już teraz. to będzie hurtowa difens.

Fotoreportaż się spodobał, szkoda że wczoraj premierowy pokaz w szerszym gronie sie nie udał w 100% ze względu na hardware, ale i tak pazytyw, mam plan jeszcze wykonać Fotodiwidi, jeśli się spodoba pomysł, do tego podrzucony przez M. pomysł z lajtskrajbem. Bardzo nie mogę się doczekać Hi8 z tego wydarzenia, z którego foto.

_____________________________________________________________

*Sam pod Palmą:

______________________________________________________________

Przypadkiem natrafiłem na jutubie na ten 4 częściowy VHSRIP.

a i hwd śmiecącym

jejołPLUSgołgoł

szkoła, potem powrót tym razem wyjątkowo do GołgołLINA. Stamtąd transport Do O!browiec. Generalnie wesoło chodź spóźniony mocno przegapiłem pierwsza część Iwentu. Nie będę pisał kto się czym otruł, dlaczego Maciek nie widzi, że było elegancko i w ogóle super, bo kto był ten wie. Trochę głupio bo nie wziąłem żadnych podarków. Oswoiłem niektórych przyszło czwartkowych gości ze swoją obecnością. Następna faza rozpoczyna się właśnie w czwartek.

I kupiłem sobie bilecik, bo już nie będę miał kiedy.

zwęglony wurszt…

przez okno dolatuje zapach smażonego mięcha i darcie mordy, zwane też niekiedy śpiewaniem – studenty grille palą, więc wszytko jasne. Obejrzałem 5ty i 6ty epizod Pitbulla, a tam bolec robi za wtyczkę, Rozati zapisała sie do szkoły wizażu, Gebels nie czai za bardzo po angielsku, policjanci kupują na dworcu pasażerom kanapki i kole za swoje pieniądze i inne historie. Siedzę i męczę na deviancie ślubne. Przez telefon zostałem lekko zdisowany (chyba słusznie), a przez gg zostałem spropsowany (taki opisowy koncert życzeń). Deadline coraz bliżej, dokładnie za 15.

pożycz mnie dwustu…

wczorajszy irańsko – teherańsko – francuski seans okazał się dobrym wyborem, zarówno moim jak i twórców lam. Oglądało się bardo przyjemnie <babciu dlaczego twoje piersi sa takie jędrne – bo mocze je codziennie w zimnej wodzie przez 10 minut>, 1l cukru oczywiście jak zwykle. Pomyśleć, ze owładnięte chęcią zysku władze plexu nie zdecydowały sie wyświetlać tego. Dziś chciałem wbić na dwa Filmy Kieślowskiego, postanowiłem jednak na jeden (bo jeś trza) co było błędem, bo na drugi przyszło tyle ludu(nawet Owczarek był – czaj ten szyfr Ajryż), że musieli dostawiać krzeseł – morał z tego taki, że lepiej wcześniej odwiedzić kiosk kulturalny. Jutro dokumenty w teatrze z lalkami i aktorami. Zamiast Podwójnego życia wybrałem się do załogi G., którą chciałem skusić na wypad do lokalu o nazwie ulicy na której jest, i który jest bliżej niż myślałem (dzięki za mapę ; D ). W nim ta osoba, którą chciałbym poznać bliżej, bo dalej poznałem przypadkiem. Wbiłem na pełnej, najpierw na stolik z rezerwacją, potem na krzesło barowe, które zasłaniało dziewczynom pewnego chłopca, więc będąc dobrym i myślącym o innych człowiekiem, siadłem na niższym, czułem się trochę jak weeman, ale w porządku (solidarity with film fans, EWR na słuchawkach H&M, potem tak bardzo chce dotknąć cię… tak właśnie ciebie)
Historia dnia – czyli scena jak z Rezerwatu, poszedłem pod teatr przetestować filtr poli, cyknąłem fotę idę obok galeryji, i tam podbija znany większości mieszkańców typ i pyta : kierowniku potrzebne 60gr do… – dobra ale da pan zrobić fotę. Finał tego taki, że ja zadowolony z fotosa, a gościu ma brakujący hajs z 40groszową nadwyżką. Film sie woła w labie.
Deadlinia za 23 !!!. I co teraz będzie? Na dodatek jeszcze muszę mejla do Freda skomponować. Lepiej wyślijcie mnie moje tiszerty sklepowicze drodzy.
A z muzyki dzisiaj odświeżałem S&M na pełnej piczy 2.1 (2.0 + SW/ stereo jak mówi prawidłowy output na AC3), bo skombinowałem Defaude.

sasori

Scorpion 3 nocą, fajne motywy w nim, z lekka wykręcone, ale robi miłe wrażenie.

review_fcs11.jpg

Teraz tylko mi zostało Urami Bushi. Dziś testowe błyski in de klab i w klubie też. Nowy malacz, gratuluje, kwadratowa tablica, szkoda tylko że zderzaki nie chromowane, ale nie można mieć wszystkiego. Dziś ostatni dla mnie dzień kina z Rzeszy, ale może wieczorem Naziploitation. Chyba im pokaże Ilzę wilczyce SS albo beast in the heat, albo panienki w mundurach? (się okaże).

fraulinesinuniforms-quad-pp.jpg

Odliczanie trwa, deadline in : 27. Jutro jeszcze wuero. Znowu się nie udało VoIP, real wezwał a tam niesamowite spotkanie.