1000 oczu…

Pierwszy po powrocie do Niemiec i niestety ostatni w karierze film Fritza Langa – Die 1000 Augen des Dr. Mabuse – zrobił na mnie na prawdę duże wrażenie. Co prawda temat przerabiany już dwa razy przez samego F.L. ale tutaj mamy tylko szczątkowe nawiązania do samej osoby Dr. Mabuse.  Pojawia się też wątek nazistowski, a dokładniej mówiąc ponazistowskie pozostałości. Film godny uwagi.  Z filmografii F. L. zostało mi jeszcze kilka, więc to na pewno nie ostatnia niedziela z Fritzem.

W sobotę obejrzałem wreszcie do końca Ipman II, ciąg dalszy historii nauczyciela B. Lee, przyprawiony porządną porcją wire-fu – co nie każdemu może się podobać (mnie momentami średnio) – i zakończony pojawieniem się młodego szczypiora. Co jak co, ale chińskie produkcje potrafią być kur*wa czasami fragmentarycznie  strasznie kiczowate.

W ten powyjazdowy weekend, obejrzałem jeszcze Lesbian Vampire Killers – porównywalne do Shawn of the dead – choć tematyka trochę inna.

This slideshow requires JavaScript.

Sobota – Poniedziałek

Czym by była niedziela bez F. Langa ? Kolejną zwykła niedzielą, ale po kolei…

Sobota zaczęła się od animacji M. Oshii’ego, która pozytywnie mnie zaskoczyła. Lotnicy stacjonowali przez pewien czas gdzieś w Polsce, podejrzewam Warszawę bo czerwone tramwaje i jeszcze parę rzeczy wskazujących na to było (choć niekoniecznie to WWA). Trochę mi ten film przypominał Only angels have wings z Jean Arthur, ale tylko odrobinę. Druga w sobotniej kolejce była trzecia cześć trylogii Millenium, czyli Luftslottet som sprängdes, całkiem całkiem. Na koniec lipiec w październiku, czyli Im Juli z jak zawsze wiernym M. Bleibtreu. Bardzo fajne aktorki.

Niedziela zaczęła się od The Blue Gardenia, w której Nat King Cole przygrywał na kibordzie, a Anne Baxter odrobinę za dużo wypiła (był już podobny patent u F. Langa tylko, że nad morzem – co prawda duszenie to nie to samo co pogrzebacz w głowie, ale…). Potem już tylko Krótko i bezboleśnie zabił mnie Full time Killer.

Poniedziałek zakończyłem razem z NY I LUV U, choć bardziej przypadło mi do gustu Paris je t’aime. Najciekawsze story to epizod ze studniówką, historia z zielarką też fajna.

 

This slideshow requires JavaScript.

turecki łącznik

Kebab Connection, czyli największe kebaby jakie widziałem, pierwszy niemiecki film kung-fu, świetne reklamy, kobieta w ciąży i tureckie realia. Świetny film, który nie tylko ubawi ale narobi ochoty na porządny kebab, ewentualnie ouzo.

Soul Kitchen, drugi film z jedzeniem w tytule,  z jedzeniem, wokół którego produkcji zbudowana jest fabuła filmu.  Fatih A. ze swoja stałą ekipą nie zawiódł także tym razem.

Dzień po podwójnym tureckim seansie, czyli w niedzielę, jak to już prawie tradycyjnie bywa (przynajmniej dopóki nie skończą się mi jego filmy) F.L. – sunday. Tym razem w The Big Heat, młody Lee Marvin dostaje łomot od Glenna Forda.

This slideshow requires JavaScript.

BPO?

Niedzielny F. Lang tym razem pod postacią całkiem poprawnego kryminału o domu nad rzeką,  rzeką jak wiadomo różne rzeczy płyną. Na dokładkę japońskie Departures, gdzie pan poszukujący pracy zdecydował się wykonywać specyficznego rodzaju BPO dla przedsiębiorców pogrzebowych, całkiem ciekawy film, dający się oglądać, w tempie smyczka płynącego po wiolonczeli, dodatkowo trwa tyle ile powinien i ani minuty dłużej.

This slideshow requires JavaScript.