1000 oczu…

Pierwszy po powrocie do Niemiec i niestety ostatni w karierze film Fritza Langa – Die 1000 Augen des Dr. Mabuse – zrobił na mnie na prawdę duże wrażenie. Co prawda temat przerabiany już dwa razy przez samego F.L. ale tutaj mamy tylko szczątkowe nawiązania do samej osoby Dr. Mabuse.  Pojawia się też wątek nazistowski, a dokładniej mówiąc ponazistowskie pozostałości. Film godny uwagi.  Z filmografii F. L. zostało mi jeszcze kilka, więc to na pewno nie ostatnia niedziela z Fritzem.

W sobotę obejrzałem wreszcie do końca Ipman II, ciąg dalszy historii nauczyciela B. Lee, przyprawiony porządną porcją wire-fu – co nie każdemu może się podobać (mnie momentami średnio) – i zakończony pojawieniem się młodego szczypiora. Co jak co, ale chińskie produkcje potrafią być kur*wa czasami fragmentarycznie  strasznie kiczowate.

W ten powyjazdowy weekend, obejrzałem jeszcze Lesbian Vampire Killers – porównywalne do Shawn of the dead – choć tematyka trochę inna.

This slideshow requires JavaScript.

Advertisements