The Man from U.N.C.L.E. (2015)

This was not a waste of time for sure,

simple plot, nice humor, great soundtrack, songs also well placed in the film (especially the truck – motorboat -love -scene with this song ).

Some CGI could be avoided, to much Berlin got artificially generated for my eye. They should learn from the German studios how to do it properly.

Also the KGB -Trabant had to much horsepower (more than a real-life one) in some scenes, could this vehicle take part in a John-Woo like chase scene – for sure. here’s the scene’s -anatomy guide.

just found a web quote:

So how do you turn a 26-horsepower Trabant into an action hero? To prepare the 601 for its role in The Man from UNCLE, the film’s stunt team replaced the original 0.6-litre two-cylinder engine with the screaming in-line four from a Suzuki Hayabusa motorbike – and in the process changed the driven wheels from front to rear. The result is a wickedly quick, tail-happy monster.

 

UNCLE_Alicia_2764x4096_INTL_master

Krakowski quadriquel

4 raz w KRK (ale nie Balice), 3 filmy studyjnie, 2 rozmowy, 2 spotkania z autorem, 1 oferta zatrudnienia, zero umowy o wynajem (a miała już być). Tak w skrócie się przedstawia ostatni małopolski voyage. Mój voyager oczywiście sprawdził się znakomicie, choć muszę zrobić  z nim to co chciałem zrobić od dawna, i wymienić to, co od dawna wożę w bagażniku. W noclegowni pokój nawet spokojny, nie był czerwony jak poprzedni, jednak dało się wytrzymać, mimo wyśmiganego małżeńskiego łoża i braku kuchni, obsługa miła nadrobiła braki sprzętowe – nie ma co za bardzo narzekać. Pierwsza rozmowa w ładnym budynku, gdzie wszystko było ładne. Godzinka i po krzyku, choć nikt głosu nie unosił. Wróciłem do siebie z różnymi uczuciami na temat tego co było. Dzień przerwy przeznaczony na oglądanie, drogie panie, obejrzałem kilka pokoi. Trzeci dzień tygodnia i druga rozmowa, tym razem nie w biurowcu, ale w kamienicy, dostałem zielone światło od zarządu, a mam wrażenie, że do dziś jeszcze nie zmieniło się z pomarańczowego (strzałka w prawo?). Po wszystkim spotkanie z Autorem książki, i wykłado – dyskusja po podpisywaniu książek. Końcowym punktem w zeszłotygodniowym (zależy jaki dzień przyjmujesz za koniec tygodnia -niedziela jeszcze trwa) programie krakowskim było podpisanie umowy wynajmu pokoju, w którym poczułem się jak K. kiedy wszedł do 304, i już wiedział czego chce. Więc mam się z zamiarem dotarcia do mieszkania 5/55 (ładny numer), dzwonię że będę zaraz, on mówi ok. Wchodzę tam i jest problem, bo niby pani lokator wyprowadza się z miesięcznym poślizgiem. Mówię mu taki lajf, tylko że po polsku, trochę bajerki i jak Basia “spierdoliłem” stamtąd, “git majonez”. Na pewno już tam nie wrócę. Z osiedla dzielącego nazwę z kiełbasą z “Misia” dotarłem do F. wsiadłem i 3,2,1,0 start. Jadę, jadę trasą powrotną lecę, przedzierając się przez mgłę jak mleko gęstą, którą trzeba by było rozgarniać rękoma. Na szczęście z pomocą przyszedł mi TIR, akcja Tirze prowadź mnie rzez mgłę. Zamiast 50 na godzinę mogłem dzięki niemu jechać 40km/h więcej. Niestety zjechał  na Kielce i koniec impry, Tiry nigdy ich nie ma jak są potrzebne. Trochę w mleku pojeździłem i mleko opadło albo nie było go już później, whatever. Minąłem jeszcze dwie zapierdal*ające betoniary, jakby miał im beton się w gruszkach ściąć. I dotarłem do WZW.

Tydzień ciekawy, oprócz KRK, jeszcze premiera płytowa, na którą czeka się co roku w okolicach marca. Czekać warto było. Kto dziewczynom wkłada sutki w dziurkę z winyla? ; Jelonek bambi rap to nie hoop kola.

Założyłem wreszcie blogspota, przyda się czasem.

Dostałem kartkę z Maskfy, dzięki, good man.

Mam nowe buty do biegania, trochę twarde, tak biegam w halówkach, takie halaparty, lonsy się zdziurawiły.

Chyba W. ma racje, popełniam typowy męski błąd, czyli przynajmniej dwie na raz. Przynajmniej popełniłem go w tym Przypadku.

Jeśli chodzi  o 3 filmy z kin studyjnych to: Głód – znakomity wizualnie, fabuła kwestia gustu ( zgubiłem bilet z Głodu po  seansie, ale nie zjadłem z głodu). Sherlock Holmes – nawet, nawet, nie przesadzili z CGI, i nie był to Idiotenfilm, ale dobre kino rozrywkowe. Kołysanka – polska komedia o wampirach bez zachlapanego krwią ekranu i przylizanych aktorów z gołą klatą(tak wiem niektórzy lubią), komedia familijna.