Whatever works

Woody A. z poczuciem humoru w stylu Kitan*o – Szymbor*ska, czyli “Był kiedyś rolnik w Neapolu, który zasadził chuja w polu…”  To nas śmieszy, ale niekoniecznie podnieca, Whatever works. Trochę mi przypominał Anything else ten film, ale to nie jego wada.

Malik idzie do więzienia (ale nie w pierd*olonym Bombaju) tam rozpoczyna karierę od sprzątania, oczywiście bez poświęcenia innych się nie obędzie, i jak to w świecie bywa, dostaje potem większą celę, wyposaża ją w “kino domowe”, a potem inne atrakcje. Czyli wszystko o czym każdy młody człowiek w kapitalizmie marzy.  Prorok bardzo dobrym filmem jest. Powiem to ja i powie to też K. kiedy go obejrzy.

Mało – ekranowo też się dzieje trochę:

Ernst Lubitsch, klasycznie w muzykalno – czarno – białym klimacie do spółki z Maurice Chevalier’ em, czyli A love Parade, tylko nie techno z odkurzaczem na plecach, ale klasyk wokal.

Z Dvd NN od F.F. z B.S. z niecodziennym zaczesem układanym we Wrocławiu.

Ta ostatnia niedziela (Positively maybe)

Najpierw, pożyczony, po 5ciu tygodniach niewidzenia  Pięć razy we dwoje :

Potem jeszcze raz Ernst Lubitsch w ten weekend; bardzo wesoła pełna “życiowych mądrości” komedyjka na podstawie skromnej sztuki. Muszę wreszcie do-oglądać filmy F. Langa.

Mitzi Olivier: I’ll be waiting in a taxi on the next corner. Five minutes.
Dr. Andre Bertier: Impossible.
Mitzi Olivier: Ten minutes.
Dr. Andre Bertier: Ridiculous.
Mitzi Olivier: All right, fifteen minutes.
Dr. Andre Bertier: Positively maybe.