FEJSBOOK WCHODZI DO KIN

Christopher Lloyd, Eli Roth, Richard Dreyfuss, Ving Rhames i cała kupa roznegliżowanych aktorek, letnia przerwa międzysemestralna, plaża, woda, słońce oraz banda krwiożerczych prehistorycznych ryb, które jakimś cudem przetrwały, a za sprawą cudu hollywood urządziły najciekawszą i największa grupową masakrę na plaży jaką widziałem ostatnio we współczesnym kinie. Jak powiedział Chu*ck the movie guy, nie ma bardzo z czym porównać tego filmu, przynajmniej nie znajdzie się ekwiwalent w skali 1:1.  Jeśli jesteś wielbicielem krwawego kina klasy B, które nie aspiruje do rangi głębokiego, refleksyjnego kina, dzięki któremu widz ma stać się lepszym (lub jak to mówią niektóre chamskie przyszywane mieszkanki niektórych miast – odchamić) – to na pewno spodoba ci się ten film. Nie jest odmóżdżający jak na przykład druga część filmu  na podstawie pewnego serialu o erotycznych przygodach kobiet w mieście. Krwawa uczta dla miłośników pełnokrwistego, przyrządzanego przez ostro-zębne ryby sushi z ludzi. Sushi w 3D.

Fcb wchodzi do kin, za sprawą D. Finchera i jego the social network.  Filmowo bardzo poprawny, wciąga, na tyle że czekamy co stanie się dalej. Rzekomo też niektóre fakty z filmu są niespójne z rzeczywistością jak profile narcystycznych użytkowników faceb*ooka z ich realnymi odpowiednikami. Co robią niedojrzali emocjonalnie studenci harwa*rdu, wymyślają sobie prace dla  siebie zamiast znaleźć  ją po ukończeniu uczelni. Czy można by było zrobić podobny film o najpopularniejszym polskim portalu społecznościowym ?

This slideshow requires JavaScript.

Advertisements

Krewetki

Ta ostatnia niedziela i ten kolejny film F. Langa – Ministry of  fear.  Świetny film noir, w którym nasz bohater, zwolennik eutanazji (już w 1944 poruszano ten temat proszę państwa), po odbyciu niezasłużonej kary w zakładzie wyrusza tam, gdzie od jakiegoś czasu wyrusza wielu Polaków, czyli do Londynu. A w Londynie i po drodze wiele ciekawych przygód go czeka, w końcu spotyka panią Hilfe, która okazuje się być bardzo pomocną. Akcja filmu umiejscowiona jest w czasie II wojny światowej, naziści non stop bombardują Londyn, a bombardowania i pozostała cześć wojennych realiów dodają filmowi niepowtarzalnego klimatu, klimatu przyprawionego sporą szczyptą suspensu.

Chyba każdy ma w sobie małego chłopca, mój ujawnił się podczas oglądania District 9 i strasznie siebie i mnie tym filmem zafascynował (i chciał teraz napisać zajarał) . Pomysł, akcja, efekty, muzyka, forma – wszystko znakomite, no chyba że nie lubisz krewetek.

This slideshow requires JavaScript.

The Return of F.

Zanim S. Fuller i A. Dominik zrobili swoje film bazujące na legendzie J.J. Fritz Lang zrobił film o tym co stało się po śmierci J.J. Klasyczny western, posiadający już elementy filmu sądowego (czyli to co próbują uzyskać autorzy A.M. Wesołows*kiej a im się nie udaje).  Studyjne plenery kojarzące mi się z filmami martial arts z Shaw Bros. oraz gwiazdorska obsada nadają filmowi specyficznego klimatu. Fritz Lang powraca na mój mikroskopijny ekran – tym razem zamiast niedzieli w środę.

Day 8 – Submarino – historia dobrze opowiedziana

Czy na przyszłej edycji festiwalu Dwa Brzegi będzie specjalne pasmo filmów skandynawskich? Być może, bo pochodzących ze Skandynawii produkcji na festiwalu było dużo, choć będąc dokładnym można powiedzieć, że już na tej edycji mieliśmy do czynienia z oddzielnym blokiem filmów z krainy wikingów. Mowa oczywiście o retrospektywie C. T. Dreyera. Trzeba więc bardziej sprecyzować pytanie: Czy na przyszłej edycji festiwalu będzie specjalne pasmo poświęcone nowemu kinu skandynawskiemu? Być może, bo w miarę świeżych filmów skandynawskich na czwartej edycji Dwóch Brzegów było kilka, wśród nich znalazło się też znakomite Submarino. Zimna, twarda i opowiedziana z boleśnie porażającym realizmem, historia dwóch braci, którzy mieli, delikatnie mówiąc, niewesołe dzieciństwo. Jak to w przypadku istot ludzkich bywa, wydarzenia z dzieciństwa potrafią odcisnąć swoje piętno na pozostałym okresie życia człowieka. Bardzo mocny film przekazujący wiele brutalnych prawd o życiu. Po prostu bardzo dobrze opowiedziana historia.

Ostatni dla mnie film festiwalu: When You’re Strange, jest historią The Doors (według tłumaczenia tytułu jakie popełnił dystrybutor, historią nieopowiedzianą). Historią, która jest opowiedziana za pomocą niepublikowanych dotąd, odnalezionych w czeluściach przeróżnych archiwów, materiałów audiowizualnych. Ulubionym fragmentem dla mnie jest wywiad z zespołem kiedy każdy z członków grupy podchodzi do kamery i odpowiada na pytania: Jak się nazywasz? Jaki jest twój zawód? Zgadnijcie co powiedział Jim Morrison. Niestety takich sympatycznych materiałów już w dalszej części When You’re Strange nie odnajdziemy. Po filmie pozostało mi postawić sobie tylko jedno pytanie, czyj jest ten film? Czy to film The Doorsów, a ktoś to tylko poskładał i zmontował w całość, dokładając narracje w wykonaniu J. D*eepa ? Czy może jest to faktycznie film  Toma DiCil*lo. Bo jeśli masz gotowy materiał to film przecież robi się sam?

This slideshow requires JavaScript.

Day 5 – W Zalewie Nowej Berlińskiej Fali

W paryskim porcie lotniczym Orly każdego dnia dzieje się wiele. Ktoś przez nieuwagę gubi płaszcz, przypadkowe spotkanie w hali odlotów przeradza się w otwartą rozmowę, ktoś zostaje zauroczony przypadkowo spotkaną osobą, matka z synem wymieniają się historiami na temat swoich miłosnych przygód, a 9-dniowy noworodek zaraz odbędzie swój pierwszy lot. Jednakże w dobie zamachów terrorystycznych wszystkie loty mogą zostać zawieszone, a pasażerowie będą zmuszeni pójść z torbami do domu.

W swoim szóstym filmie, przedstawicielka “Nowej Berlińskiej Szkoły”, Angela Schanelec przedstawia nam normalność dnia codziennego na jednym z europejskich lotnisk. Nie serwuje nam sensacji za sensacją, oraz nie inscenizuje najbardziej nieprawdopodobnych wydarzeń jakie mogą mieć tam miejsce. Za pomocą kilku rozmów, które mógłby odbyć każdy z nas, oraz za pomocą kilku sytuacji, w których znaleźć mógłby się każdy z nas reżyserka pokazuje nam jakość i mnogość relacji międzyludzkich w jakich znajdują osoby czekające na swój samolot. Osiąga to poprzez, surowe, często mało dynamiczne lecz wyraziste sceny. Na wyróżnienie zasługuje też sposób w jaki film został sfotografowany. W zależności od tego co w danym momencie obserwujemy, operator odpowiednio zwiększa skalę ujęcia i głębię ostrości, co oddaje w pełni lotniskowy klimat filmu.  Nie bez kozery też filmy  “Nowej Berlińskiej Szkoły” porównywane są do filmów francuskiej “Nowej Fali”. “Orly” już od napisów początkowych, aż do listu odczytanego na końcu filmu sam doprasza się o porównanie do pierwszych dzieł Jean-Luc Godarda.

Oskar Roehler powiedział kiedyś, że filmy które wyszły spod reki reprezentantów tzw. “Berlińskiej Szkoły” są szorstkie, powolne i tak na prawdę nic się w nich nie dzieje. Jeśli mamy z tym do czynienia w przypadku filmu “Orly”, będącego odwzorowaniem tylko “cząstki elementarnej” ogółu relacji międzyludzkich zachodzących pośród około 30 milionów pasażerów odprawianych corocznie na Orly, to nie jest to bynajmniej wada.

____________________________________

Norteado – Na północ w poszukiwaniu swojego miejsca. Czasem dążąc do obranego celu po drodze odnajdujemy odpowiednie dla nas miejsce. Czasem będąc już w tym miejscu, dalej, mimo niepowodzeń, uparcie dążymy do obranego przez nas miejsca przeznaczenia. Tak w jednozdaniowej, ogólnikowej pigułce można opisać to z czym możemy spotkać się w filmie Rigoberto Pérezcano. Film podejmuje, wielokrotnie już wałkowany przez twórców filmowych, temat nielegalnych imigrantów z Meksyku do USA. Cztery lata pracy nad filmem nie poszły jednak na marne, a sposób w jaki reżyser podszedł do tematu jest bardzo ciekawy, niecodzienny, a przy tym  łatwy do przyswojenia dla widza. Otóż naszemu protagoniście Andrésowi udaremniono próbę nielegalnego przekroczenia granicy ze Stanami Zjednoczonymi i trafia on do przygranicznej mieściny, gdzie pracuje jako pomocnik w sklepie (chyba spożywczym) i rzeźni. Poznaje tam też dwie kobiety,  z którymi bardzo się zaprzyjaźnia. Uparcie jednak nadal próbuje dostać się do USA. Ostatnia próba na końcu filmu, jest bardzo oryginalna (bo przebiera się za fotel).

Norteado jest filmem bardzo przyjemnym, mimo nie tak bardzo przyjemnego tematu. Muzyka w filmie dawkowana jest bardzo oszczędnie – no chyba, że ktoś wrzuci coś do szafy. Jeśli jesteśmy już przy “zabawie” to muszę pochwalić film za najbardziej oryginalne dwie sceny miłosne jakie widziałem na Dwóch Brzegach. Reżysera cechuje bardzo dobre poczucie humoru i pomysłowość, co można było zaobserwować też podczas Q&A po seansie.

I jeszcze Millhav*en  Pod Srebrną Gwiazdą, ta animacja po prostu wymiata.

This slideshow requires JavaScript.

Jutro dzień 6ty festiwalu, który jest dla mnie dniem przerwy od pokazów filmowych i Kazimierza D. – jak ktoś kiedyś powiedział “Kto nie robi przerwy ten szybko traci nerwy”.

Dziś zaobserwowałem, że w miasteczku festiwalowym zmienił się stosunek liczby damskich toalet przenośnych do męskich. Ponieważ po filmie “ciśnienie rozpierd*alało mi kieszenie” skorzystałem niechcący z toalety przenośnej dla osób niepełnosprawnych – przepraszam. Przepraszam bo ta pani co mi otworzyła drzwi jak byłem w trakcie, też mnie przeprosiła, że niby się nie zamknąłem… Zamknąłem się tylko ona się włamała, i to jeszcze z dzieckiem.

A ty K. chyba mi nie opowiedziałeś najważniejszego – mianowicie spotkanie z prawnikiem. Mam nadzieję, że rezultatami się pochwalisz chociaż, co?

…ty weź idź już spać.  Nie pójdę bo w moim pokoju jest remontowy rozpierdol i mam pełno wszystkiego w nim. Mam też salonowy telewizor, na którym obejrzałem dziś kolejny epizod Lie to me* a teraz na dobranoc może The  Pacific.

Day 4

Der Räuber film Benjamina Heisenberga opowiada prawdziwą historię Johanna Rettenbergera, faceta który oprócz semi-profi biegania miał jeszcze jedno hobby, w którego pielęgnowaniu pomogło mu wcześniej już wspomniane bieganie, mianowicie okradał państwowe banki. Podobnie jak nasz główny bohater, film biegnie momentami bardzo szybko. Znakomity montaż połączony ze wspaniale nakręconymi scenami “w biegu”, do których podłożona jest trafnie dobrana muzyka, dają faktycznie uczucie, że biegnie się z zawrotną prędkością i morderczym tempem podczas którego aż braknie tchu. Na szczęście są jeszcze sceny bardziej statyczne, w trakcie których ktoś może podać nam tlen.

7 razy w dół, osiem razy w górę. Czy ten świąt jest zły czy ty? – To pytanie pewnie nie raz zadawali sobie bohaterowie, reżyserskiego debiutu Xabi Molii. Bo jeśli nie potrafisz znaleźć pracy, zapłacić za mieszkanie i utrzymać się samodzielnie, to jesteś zły i nieodpowiedni dla tego świata, pozostaje ci tylko zamieszkać w lesie. Jeśli jednak świat nie potrafi dać ci takich rzeczy jak praca i niezbędne do życia środki, to on jest zły i nieodpowiedni dla ciebie,  pozostaje ci tylko zamieszkać w lesie. Nasuwa się tu jeszcze jedno pytanie, czy ten świat zmienia ciebie czy ty zmieniasz ten świat? Do ośmiu razy sztuka nie jest filmem doskonałym, nie jest tez filmem złym, całkiem przyjemne kino, skonstruowane tak, ażeby widz cały czas spodziewał się i oczekiwał happy-endu, który wreszcie powinien nastąpić i być może nawet następuje.

I zbaw nas panie ode złego, artystyczna lekko pokręcona wariacja filmowa na temat winy, kary i sprawiedliwego osądu. Film bardzo kojarzy się mi ze Straw Dogs Peckinpah’a, oraz z tymi kilkoma filmami gdzie najpierw mamy cytat z Biblii lub modlitwę a potem padają strzały. Kilka bardzo mocnych scen, kilka scen bardzo groteskowych, które prawie mnie rozbawiły. Bardzo ciekawie wprowadzono też do filmu narrację. Nie powiedziałbym, że to masterpiece, ale jest to na pewno nice piece.

This slideshow requires JavaScript.

Day 3

Twarz znana z filmu G. Tornatore, ciekawy zwiastun i fakt, że był to pokaz premierowy sprawiły, że wybrałem się na Podwójną godzinę Giuseppe Capotondiego. Początek filmu rozkręcał się trochę w tempie spaghetti westernu, jednak już po scenie ze speed datingiem zaczynamy wciągać się w historię Sonii. Film strasznie skacze jeśli chodzi o zwroty akcji, momentami można odnieść wrażenie, że nawet za bardzo. Wydaje się nawet, że twórcy wybierając tory, po których podąża historia naszej bohaterki wybrali najbardziej nieprawdopodobne z rozwiązań, które dla współczesnego widza mogą okazać się najbardziej przewidywalnymi. Film jednak trzyma  się kupy i nie można się przyczepić do jakichkolwiek dziur w scenariuszu. Jak już zdążyłem gdzieś przeczytać i co nasunęło mi się już podczas oglądania trailera, Podwójna godzina jest trochę podobna do Nieznajomej Tornatore. Nie mogę się oprzeć jednak wrażeniu, że reżyser chciał tu osiągnąć efekt podobny do tego, który można odczuć po obejrzeniu Audition Takashi Mikke’go. W przypadku Gry wstępnej prawie wgniotło mnie w fotel, jeśli chodzi zaś o La Doppia ora, to w fotelu przekładałem tylko nogę na nogę i raz podskoczyłem kiedy pielęgniarz trzasnął czymś przy sąsiednim łóżku.

Co do drugiego, w moim przypadku, filmu na poniedziałek, to miałem lekkie wątpliwości czy wybrać się na Daniel y Ana Michela Franco. Ale jak to w życiu bywa jeśli są wątpliwości to jest uczucie. Poszedłem, kupiłem bilet i obejrzałem. Wychodząc z namiotu, chyba po raz drugi w czasie festiwalu pomyślałem sobie, że po to właśnie chodzi się do kina, jeżeli siedzisz na sali i w pewnym momencie zastanawiasz się czy to jest jeszcze film czy może już nie, to warto było. Historia opowiedziana w filmie, to po prostu emocjonalna petarda rozmontowująca na części poszczególne elementy ludzkiej psychiki. Osoby, które po seansie straciły ochotę na pozostałe zaplanowane wczorajszego wieczora rozrywki [co podsłuchałem mimochodem w  rozmowach (telefonicznych) mijanych przeze mnie osób], muszą mi wybaczyć moje rozemocjonowanie filmem. Tak temat filmu był ciężki.

This slideshow requires JavaScript.