Cinestar+

X-men pierwsza klasa, to pierwszy film z Xmenami, który obejrzałem i nie żałuję.

Beginners – M. Laurent, E. McG*regor i nie do końca wesoła historia.

Fast Five – dwie godziny bezmózgiej, umięsnionej, piersiastej  ganianiny po mieście nad, którym Hesus rozkłada ręce. Nie było tka źle, lepszy niż poprzednia część.

Hangover part 2 – jak w polskiej wersji tytułu, Kac Vegas w Bangkoku.

Kilka dni urlopu, urozmaiconych kinem.

This slideshow requires JavaScript.

 

Krakowski quadriquel

4 raz w KRK (ale nie Balice), 3 filmy studyjnie, 2 rozmowy, 2 spotkania z autorem, 1 oferta zatrudnienia, zero umowy o wynajem (a miała już być). Tak w skrócie się przedstawia ostatni małopolski voyage. Mój voyager oczywiście sprawdził się znakomicie, choć muszę zrobić  z nim to co chciałem zrobić od dawna, i wymienić to, co od dawna wożę w bagażniku. W noclegowni pokój nawet spokojny, nie był czerwony jak poprzedni, jednak dało się wytrzymać, mimo wyśmiganego małżeńskiego łoża i braku kuchni, obsługa miła nadrobiła braki sprzętowe – nie ma co za bardzo narzekać. Pierwsza rozmowa w ładnym budynku, gdzie wszystko było ładne. Godzinka i po krzyku, choć nikt głosu nie unosił. Wróciłem do siebie z różnymi uczuciami na temat tego co było. Dzień przerwy przeznaczony na oglądanie, drogie panie, obejrzałem kilka pokoi. Trzeci dzień tygodnia i druga rozmowa, tym razem nie w biurowcu, ale w kamienicy, dostałem zielone światło od zarządu, a mam wrażenie, że do dziś jeszcze nie zmieniło się z pomarańczowego (strzałka w prawo?). Po wszystkim spotkanie z Autorem książki, i wykłado – dyskusja po podpisywaniu książek. Końcowym punktem w zeszłotygodniowym (zależy jaki dzień przyjmujesz za koniec tygodnia -niedziela jeszcze trwa) programie krakowskim było podpisanie umowy wynajmu pokoju, w którym poczułem się jak K. kiedy wszedł do 304, i już wiedział czego chce. Więc mam się z zamiarem dotarcia do mieszkania 5/55 (ładny numer), dzwonię że będę zaraz, on mówi ok. Wchodzę tam i jest problem, bo niby pani lokator wyprowadza się z miesięcznym poślizgiem. Mówię mu taki lajf, tylko że po polsku, trochę bajerki i jak Basia “spierdoliłem” stamtąd, “git majonez”. Na pewno już tam nie wrócę. Z osiedla dzielącego nazwę z kiełbasą z “Misia” dotarłem do F. wsiadłem i 3,2,1,0 start. Jadę, jadę trasą powrotną lecę, przedzierając się przez mgłę jak mleko gęstą, którą trzeba by było rozgarniać rękoma. Na szczęście z pomocą przyszedł mi TIR, akcja Tirze prowadź mnie rzez mgłę. Zamiast 50 na godzinę mogłem dzięki niemu jechać 40km/h więcej. Niestety zjechał  na Kielce i koniec impry, Tiry nigdy ich nie ma jak są potrzebne. Trochę w mleku pojeździłem i mleko opadło albo nie było go już później, whatever. Minąłem jeszcze dwie zapierdal*ające betoniary, jakby miał im beton się w gruszkach ściąć. I dotarłem do WZW.

Tydzień ciekawy, oprócz KRK, jeszcze premiera płytowa, na którą czeka się co roku w okolicach marca. Czekać warto było. Kto dziewczynom wkłada sutki w dziurkę z winyla? ; Jelonek bambi rap to nie hoop kola.

Założyłem wreszcie blogspota, przyda się czasem.

Dostałem kartkę z Maskfy, dzięki, good man.

Mam nowe buty do biegania, trochę twarde, tak biegam w halówkach, takie halaparty, lonsy się zdziurawiły.

Chyba W. ma racje, popełniam typowy męski błąd, czyli przynajmniej dwie na raz. Przynajmniej popełniłem go w tym Przypadku.

Jeśli chodzi  o 3 filmy z kin studyjnych to: Głód – znakomity wizualnie, fabuła kwestia gustu ( zgubiłem bilet z Głodu po  seansie, ale nie zjadłem z głodu). Sherlock Holmes – nawet, nawet, nie przesadzili z CGI, i nie był to Idiotenfilm, ale dobre kino rozrywkowe. Kołysanka – polska komedia o wampirach bez zachlapanego krwią ekranu i przylizanych aktorów z gołą klatą(tak wiem niektórzy lubią), komedia familijna.

The basterds

Po prawie roku oczekiwań udało mi się zobaczyć kolejny film spod reki Q.T. Nie rozczarowałem się ani trochę. Na na drugie danie The Hangover ( bo w tego-tygodniowym repertuarze kina nie było nic lepszego). Szersza recenzja  I.B. niebawem.

melanie

hangover