zakład

trochę publicznej TV,  dokument o S. Leone, który przechwyciłem, przechwytującym oprócz obrazu także wszelkie zakłócenia spowodowane pracą wentylatórów i CPU, tunerem w moim domowym zestarzałym PC.  Potem jeszcze film Bergmana na tym samym kanale.

dziś porobiłem zdjęcia moją nową komurkom zdjęcia w zakładzie i przed zakładem. Potem jeszcze ostatnie zdjęcie pojazdu przed zmianą opon i zdjęciem osłony. Zdjęcie wykonane przed sklepem sąsiadującym z komisem sam. Więc nie dziwi fakt, że jeden pan spytał się ile cenie. Zapakowałem zatem do pojazdu opony letnie  – jutro z rana zmiana i wyważymy zapas, czyli oponiarski wypas.

Kapnęło mi dziś finalnie trochę państwowego sosu, choć nieznaczny – ale przychód jest.

Advertisements

Historia perversa

perversionstoryqb5

Lucjan Fulczy, albo LCF jak kto woli.

Sergio Leone:

ouatia

Clint Eastwood, ale bez Goryli …:

Bleolehi Jahac a.k.a. bledy jezdec a.k.a. Pale Rider a.k.a. Niesamowity jeździec już bym wolał Chory Pastor

prblady

a Joe Kidd to Joe Kidd:

71582493

czyli kolejna pracująca niedziela…

kolejna pracująca niedziela…

będąc w kofeinowo-alko szoku, dostawszy kilkugodzinnej zapaści oddechowej, nie mogąc spać i nie nadając się do pisania, postanowiłem obejrzeć:

Sergio Leone, super, mnóstwo widowiskowych wybuchów i dużo grupowych scen, wszystko oczywiście bez użycia komputera. Burt Reynolds jako Navajo Joe, trochę mi kojarzył sie momentami z Pokahontaz, do tego wszystkiego muzyka Ennio Morricone (znajomy temat użyty potem w Kill Billu, no i siekiera w głowie). Czarodziej w miażdżącym kolorze taki sobie. Chciałem obejrzeć Il Mercenario ale nigdzie nie ma napisów, a po włosku to nie za bardzo, jak masz jakieś Subtitles (ENG, DE lub PL ) do tego to podrzuć.

brzydki, zły i szczery

Widziałem dziś Dobry, zły i brzydki, w sumie to ostatnią godzinę filmu, gdyż wczoraj wymiękłem wycieńczony 12toma godzinami w butach, i po drugiej godzinie filmu mnie oczy opadły. Geniusz Ennio Morricone połączony z geniuszem SerżYo! Leone, sprawił że mam od dziś nową ulubioną końcówkę Westernu. Ostatni pojedynek i muza do tego – wypas. Jeszcze scena jak Klincz Eastwood strzela do brzydkiego z armaty, a ten ucieka przed pociskami niczym kijanu riws w matrixie. Uciekł przed ostatnią kulką i wbiega na ogromny cmentarz (ponad 50% sukcesu każdej sceny to lokacja), i leci muzyka, i myślę sobie przecież to też później maestro Majkel Kejmen zapodawał w San Francisco. Spaghetti Western po raz drugi.

Ja tu tylko focę…

Dwugodzinny spacer po okolicy z aparatem, który jest w fazie testów. Mam nadzieję, że podołam powierzonemu mi zadaniu – jakże mogłoby być inaczej Soulsister. Pewności siebie nabiorę na pewno w miarę zbliżania sie terminu wykonania zadania, bo nie ma zadania, które by było nie do wykonania. Prędzej skonam niż nie wykonam (takie nastawienie lepsze; wypierdalam rymy jak do kibla kipy). Dziękuję też za zaproszenie, które było dla mnie wielką, zaskakującą niespodzianką : p , i z którego sie oczywiście niezmiernie cieszę. Nie ma to jak czasem jeść spaghetti przez 2 i pół godziny, jak jest dobre to czemu nie.

OUIW