Pieces… It’s exactly what you think it is!

Let the qoute from one of my favourite grindhouse websites be the comment on my yesterday’s movie:

To take Juan Piquer Simon’s Pieces at face value (as a slasher/giallo hybrid) is not to appreciate the true work of demented genius that it is. In recent years, Pieces has gained a pretty large cult following and I’m glad I had the chance to see it when I still hadn’t heard too much about it. There really is no way to describe it. I don’t mean in an Eraserhead kind of way, I mean in a holy-shit-I-can’t-believe-I-just-saw-that kind of way. Sure there are gorier, nastier films (Murder-Set-Pieces, August Underground), but Pieces has a sort of cheerful naivete that carries the film right from the screen in to your heart. Don’t believe me? Read on…

 

My way

Nie zawsze filmy kina drogi dzieją się na drodze i nie zawsze mamy do czynienia z kinem drogi jeśli akcja filmu dzieje się na drodze. Więc nieważne czy na kosiarce, koniu czy o własnych nogach, ważne, że nasz bohater przechodzi przemianę przebywając całą obraną przez scenarzystów drogę. W przypadku filmu E.E. nie można było zauważyć zbyt wielkich (bądź też nagłych) zmian osobowości któregokolwiek z bohaterów. Spasiony Holender dalej będzie się obżerał i palił joint*y, Kanadyjka nie rzuci palenia, a  nasz pan doktor wróci do swoich zajęć (choć do końca tego nie wiemy). Czy może brak (jakiejś głębszej) zmiany to też zmiana? Czyżby  tutaj także miała zastosowanie powtarzana przez Gregorego House’a na okrągło prawda, że ludzie się nie zmieniają? …

Dark Sunday

 

Ta ostatnia Naziela

This slideshow requires JavaScript.