Czwarty weekend tego roku

Po drugim Krakowie…

Kolejna niedziela, kolejny film Fritza Langa. Tym razem sequel do niemej jeszcze pierwszej części. Mamy tu już statyczne i dynamiczne sceny akcji z wybuchami włącznie, oraz super wykadrowany pościg samochodowy.

Tony Cocozza, chciał być za bardzo coco-loco i za pomocą socjotechnicznych chwytów zastosowanych na nim, został wciągnięty w niezłe zamieszanie, ey matey

Advertisements

Lie to me*

Nareszcie powróciły niedziele z Fritzem Langiem, a to dlatego, że wreszcie uzupełniłem dziurę w jego filmografii i mogłem już spokojnie dooglądać Nibelungi. Cyklicznie teraz co niedzielę , jak kiedyś westerny na 2ce, film niemy.

Krymhilda zemściła się dysząc i sapiąc z zemsty, były nawet pierwsze elementy kina gore ( ; oraz niesamowite stunty, i jak  zawsze porażające swoim ogromem oraz realizmem i nakładem pracy dekoracje.

Zachęcony obecnością T. Rotha(which I am a huge fan of) zacząłem oglądać Lie To me* . Pilot jak na razie okazał się najlepszym odcinkiem z 6ciu, które już zdążyłem obejrzeć. Nie ma tu ociekających krwią wampirów, wypacykowanych super herosów, czy podstarzałych gospodyń domowych bądź też adwokatek na granicach anoreksji, a ogląda się nawet przyjemnie.  Oczywiście, niektóre odcinki po pilocie osiągają (zniżają się) do standardowego poziomu seriali amerykandzkich[sic!], ale na szczęście tylko epizodycznie, we fragmentach niektórych epizodów (jak na razie). Są jednostki które mówią, że gdyby T.R. dostał dechą w twarz to powstałby nam Dżud Loł (lub jak niektórzy mówią, potykając się językowo – Dżudi Loł – chyba dostaniesz za to ode mnie złote usta 3ki).