Trzeci weekend tego roku

Między Pierwszym Krakowem, a drugim…

W niedzielę trzeciego weekendu roku, teraz mamy 4tą, naturalną koleją rzeczy i chronologicznie do dat produkcji filmów F.Langa, kolejny, ostatni już niemy, film tego pana. Żona pisze scenariusz a mąż go kręci, i ją pewnie też. Na księżycu są góry zrobione ze złota, więc trzeba tam polecieć. Super scena w stanie nieważkości, niezły patent na pokazanie tego, i to już w 1929tym. Potem rozbili obóz, i zostali tam razem, on i narzeczona jego najlepszego przyjaciela.

A oprócz cyklicznego seansu, to:

Manic, jeśli się nie mylę to chyba pierwszy film, w którym razem pojawiają się Z. Deschanel i J.G.H. Duży emocjonalny ładunek.  ” (…)and everything’s gonna be pizzas and blow jobs.”

Do tego argentyński Los Paranoicos, ze świetną sceną taneczną, i paroma jeszcze innymi świetnymi scenami. Jeszcze Ellen Page a.k.a. Small Newman jeżdżąca na wrotkach w derby. Dodajmy do tego jeszcze The Good Life – kolejny film z Z.D. (których mi już mało zostało). Był jeszcze dokument Withnail &Us oraz Gran Torino.

Lie to me*

Nareszcie powróciły niedziele z Fritzem Langiem, a to dlatego, że wreszcie uzupełniłem dziurę w jego filmografii i mogłem już spokojnie dooglądać Nibelungi. Cyklicznie teraz co niedzielę , jak kiedyś westerny na 2ce, film niemy.

Krymhilda zemściła się dysząc i sapiąc z zemsty, były nawet pierwsze elementy kina gore ( ; oraz niesamowite stunty, i jak  zawsze porażające swoim ogromem oraz realizmem i nakładem pracy dekoracje.

Zachęcony obecnością T. Rotha(which I am a huge fan of) zacząłem oglądać Lie To me* . Pilot jak na razie okazał się najlepszym odcinkiem z 6ciu, które już zdążyłem obejrzeć. Nie ma tu ociekających krwią wampirów, wypacykowanych super herosów, czy podstarzałych gospodyń domowych bądź też adwokatek na granicach anoreksji, a ogląda się nawet przyjemnie.  Oczywiście, niektóre odcinki po pilocie osiągają (zniżają się) do standardowego poziomu seriali amerykandzkich[sic!], ale na szczęście tylko epizodycznie, we fragmentach niektórych epizodów (jak na razie). Są jednostki które mówią, że gdyby T.R. dostał dechą w twarz to powstałby nam Dżud Loł (lub jak niektórzy mówią, potykając się językowo – Dżudi Loł – chyba dostaniesz za to ode mnie złote usta 3ki).