kolejna pracująca niedziela…

będąc w kofeinowo-alko szoku, dostawszy kilkugodzinnej zapaści oddechowej, nie mogąc spać i nie nadając się do pisania, postanowiłem obejrzeć:

Sergio Leone, super, mnóstwo widowiskowych wybuchów i dużo grupowych scen, wszystko oczywiście bez użycia komputera. Burt Reynolds jako Navajo Joe, trochę mi kojarzył sie momentami z Pokahontaz, do tego wszystkiego muzyka Ennio Morricone (znajomy temat użyty potem w Kill Billu, no i siekiera w głowie). Czarodziej w miażdżącym kolorze taki sobie. Chciałem obejrzeć Il Mercenario ale nigdzie nie ma napisów, a po włosku to nie za bardzo, jak masz jakieś Subtitles (ENG, DE lub PL ) do tego to podrzuć.

brzydki, zły i szczery

Widziałem dziś Dobry, zły i brzydki, w sumie to ostatnią godzinę filmu, gdyż wczoraj wymiękłem wycieńczony 12toma godzinami w butach, i po drugiej godzinie filmu mnie oczy opadły. Geniusz Ennio Morricone połączony z geniuszem SerżYo! Leone, sprawił że mam od dziś nową ulubioną końcówkę Westernu. Ostatni pojedynek i muza do tego – wypas. Jeszcze scena jak Klincz Eastwood strzela do brzydkiego z armaty, a ten ucieka przed pociskami niczym kijanu riws w matrixie. Uciekł przed ostatnią kulką i wbiega na ogromny cmentarz (ponad 50% sukcesu każdej sceny to lokacja), i leci muzyka, i myślę sobie przecież to też później maestro Majkel Kejmen zapodawał w San Francisco. Spaghetti Western po raz drugi.